Spaceroworowerowo
Najpierw jednak po śniadaniu zaliczony został spacer po "moim" Lasku Dębińskim, który wielbię o każdej porze roku. Mam nadzieję, że gdy powstanie nowy odcinek Wartostrady wzdłuż Drogi Dębińskiej, to nikt nie wpadnie na pomysł pociągnięcia jej aż do jego granic, bo oznaczałoby to tłumy masakrujące to jeszcze w miarę półdzikie miejsce. Z tego co jednak wiem, budowa przewiduje jej zakończenie kawałek wcześniej i oby tak zostało. Tymczasem mogę cieszyć się wciąż względną ciszą i spokojem w odległości kilometra od domu.




No a wczesnym popołudniem temperatura podniosła się lekko powyżej zera, co oznaczało, że mogę rozpocząć żebry, zastosować oczy kota ze Shreka i takie tam w celu otrzymania zgody na rower od Żony, bo wspólne wolne weekendy to jakby nie patrzeć dość istotna wartość. Udało się - negocjacje już w czasie jazdy skończyły się nawet akceptacją pełnego dystansu, zamiast planowanego gluta.
Trasę wykonałem w tę i z powrotem, niestety z powodu północnego wiatru (niezbyt silnego) połowa to miejskie męczarnie, przy niedużym ruchu, ale z jak zwykle uwalającymi prędkość światłami. Czyli z Dębca przez Rataje, Śródkę, Miłostowo, Bogucin oraz Kobylnicę do Jerzykowa, gdzie nastąpiła nawrotka. A tak to wygląda na Relive.
Drogi dość przejezdne, biegaczy miliardy, rowerzystów mniej (ale byli, za co chwała im), a mi się zachciało pokręcić kółeczko nad Maltą (zimą, w przeciwieństwie do lata, da się to zrobić bez używania karabinu maszynowego). Początkowo, gdzieś do połowy długości jeziora, było sympatycznie. Potem... hm. Jakoś nie reflektowałem i zawróciłem :)









