Relację z mojego dzisiejszego wypadu śmiało można by wkleić na jakieś forum dla łyżwiarzy. Gdybym wiedział, że nocne i poranne przymrozki zafundują mi tyle emocji, na pewno nie wybrałbym dziś szosy. Jednak zmylił mnie widok za oknem, który przedstawiał zwykły stan dróg. I może ten akurat był całkiem ok, ale gdy po kilku minutach wylądowałem na pierwszej DDR-ce, mina mi zrzedła - lód, lśniąca warstewka śniegu oraz wszechogarniająca śliskość spowodowały, że zacząłem nawet myśleć o powrocie. Na szczęście znalazłem jeden, dosłownie jedyny plus istnienia czegoś takiego jak pozbruk - nie zamarza tak szybko i właśnie tymi częściami ścieżek (tam, gdzie były) dotarłem jakoś do północnej granicy Poznania, na styku z Koziegłowami, na liczniku mając jakieś dziesięć kilometrów jazdy jak po szpilkach oraz średnią ledwo przekraczającą dwie dychy. Eh, jakże prościej by się żyło bez tych "prorowerowych" wynalazków maści wszelakiej...
W sumie dokręciłem dziś do granic Murowanej Gośliny i wracałem swoimi śladami, już po przejezdnych drogach. Ta (kolejny raz) żałosna średnia to i tak szczyt tego, co mogłem dziś wycisnąć po falstarcie z pierwszej połowy, ale ponownie nie było jak się rozpędzić, tym razem z lekkiej obawy o swoje życie. A napęd - szkoda gadać. Dziś przed pracą poczyniłem już pierwsze podejście do serwisu i wstępnie jutro lub pojutrze zawiozę szosę na wymianę kasety, łańcucha, kółek od przerzutki i jeśli się uda to jednego blatu lub - w najgorszym razie - całej korby. Na szczęście okres ku tego typu poczynaniom mamy dobry, więc jest nadzieja, że terminowo uda się temat w miarę szybko ogarnąć.
Poniżej ów jedyny wyjątek, gdy kostka wygrywa z asfaltową, komfortową ściechą rowerową. Aż mi głupio, że zamieszczam tu tak obrazoburcze zdanie ;) Tu Relive.
Komentarze (9)
Powstanie... kiedyś :) Może jutro, bo będę miał ciut więcej czasu. Na razie co się za to zabierałem, to mi świat przeszkadzał :)
Nie narzekam :) Jakbym mógł wyjechać z godzinę czy dwie później, to w ogóle byłbym happy :) A tak - emocje były. Średnia na razie lepsza nie będzie, może jak mi się uda rower wyremontować i napęd nie będzie skakał przy mocniejszym stąpnięciu + nie będę kręcił po lodowisku, to wtedy :)
Zacząłem czytać i nagle widzę słowo "wypad" i już się zdążyłem przerażać nim zobaczyłem na końcu brak "-ek": uff! :D Kostka zaś nie tyle lepsza od asfaltowej dedeerówy, co gorsza od asfaltowej szosy - i tego się trzymajmy ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"