Na szczęście plotki autorstwa internetowych pogodynek w temacie deszczu okazały się zdeka przesadzone, z czego rano niezmiernie się ucieszyłem. Taka mała heheszka zawsze dobrze robi :) Co prawda gdy później jechałem do pracy to już mżyło, ale podczas mojego niezwykle skomplikowanego wypadu spod znaku "muminek" (Dębiec - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Koninko - Poznań Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Wiry - Luboń - Poznań) trafiło mnie zaledwie kilka kropelek.
Wiało słabiej niż wczoraj, ale jednak dość solidnie, co zmotywowało mnie do... braku ciśnięcia. No bo po co kopać się z koniem? :) Dodatkowo wiedziałem, że pod koniec czeka mnie czerwona fala w Luboniu i się nie zawiodłem. Niestety :) Za to na singielku w Łęczycy tym razem nie czatował na mnie żaden dziadyga, ha! No i w sumie ładnie było, choć jazda po tych naszych wielkopolskich, wietrznych pustyniach potrafi wymęczyć. Nie podsumowałem jeszcze grudnia - niniejszym nadrabiam. Nie był to łatwy miesiąc, bo nie tylko wiało, padało, ale i sypnęło śniegiem, co w jedynym przypadku szosowego wypad skończyło się koniecznością częściowego powrotu autobusem, jako alternatywy do rowerowego łyżwiarstwa figurowego. Jako że głównie kręciłem crossem, to wyszła marniutka średnia - niecałe 26,3 km/h, ale dystans jak na miesiąc zimowy wpadł przyzwoity - 1378 km.
Na podsumowanie całego roku przyjdzie czas... jak przyjdzie czas :)
Komentarze (3)
Ania - no był rekordowy, nie będę ukrywał, temat rozwinę jak już będę miał chwilę na skrobnięcie podsumowania :) Bardzo dziękuję za miłe słowa :)
Bitels - dzięki :) Ale nie kręcę codziennie, bez przesady :) A pisać... po prostu lubię. Jakieś tam skromne dziennikarskie doświadczenie też się w życiu miało, ale niestety kokosów z tego nie ma, więc skrobanie (klawiaturą) pozostaje jedynie jako dodatek do hobby :)
Zerkając na Twoje statystyki Tomku, wygląda na to, że to był również i Twój rekordowy rok! Może się powtórzę, ale podziwiam za systematyczność i ambicje. Miło poczytać Twoje zabawne relacje. Życzę tyle samo wytrwałości i na ten rok!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"