Pana-na-na
W robocie miałem dziś pojawić się dopiero pod wieczór, więc zafundowałem sobie kolejną dawkę leku zwanego snem, a wyruszyłem dopiero grubo po dziesiątej rano. Na termometrze okiennym widniały całe dwie kreski, co i tak było jednak postępem względem nocy, podczas której rządziły przymrozki. Utrzymywała się za to delikatna mgiełka, a i kilka razy na trasie mocniej pokropiło. Było też dość ślisko, więc się nie rozpędzałem, tylko jechałem ostrożnie jak po szkle. Co pewnie podświadomie zemściło się na mnie później :)
Z Dębca przetransportowałem się do okolic AWF-u, przejechałem Most Tylman, nazywany wciąż nie wiadomo czemu Mostem Rocha, i skierowałem się ku Malcie. Bardzo mi się podoba jakość DDR-ki po odświeżeniu - oby tak dalej!

Odstałem obowiązkowo swoje na zamkniętym przejeździe przy stacji Poznań Wschód, a potem już całkiem płynnie przez Janikowo dotarłem do Kobylnicy, gdzie na skrzyżowaniu... odstałem swoje. Bowiem tamtejsza sygnalizacja nie przewiduje rowerzystów i umożliwiła mi skręt w lewo dopiero, gdy za mną ustawił się samochód. Muszę widocznie sporo utyć, zanim ponownie tu się pojawię :)
Pomknąłem do Wierzonki jednym z moich ulubionych podpoznańskich odcinków. Czemu ulubionych? Wystarczy spojrzeć:

I tak przez dobrych kilka kilosów. W Wierzonce skręciłem w kierunku na Pobiedziska z zamiarem nawrotki po wjechaniu na hopkę w Karłowicach. Jednak jakoś dziwnie mi się zaczęło kręcić, gdy koła natrafiły na tamtejszy dziurawy asfalt. Zatrzymałem się i stwierdziłem, że powietrza z przodu mam dość skromną ilość. Jednak postanowiłem dopompować i zobaczyć, jak daleko zajadę. Nie było to daleko, niestety :) Znalazłem więc wygodny punkt serwisowy w postaci przystanku autobusowego i chcąc nie chcąc zabrałem się za wymianę, dziękując w duchu, że chodziło o koło przednie, a nie tylne, bo nienawidzę męczyć się z syfem podczas jego zdejmowania i zakładania.

Początkowo byłem sam, ale po chwili pojawiła się połowa wsi (czyli trzy osoby), bo za chwilę miał nadjechać autobus. Nasłuchałem się więc karłowickich historii z życia, by finalnie uporać się tak, że ruszyłem centralnie za wspomnianym środkiem transportu. Wróciłem do Wierzonki, z której znaną i lubianą drogą przez Mielno, Klini oraz Kicin dokulałem się do Koziegłów.

Wjechałem do Poznania i ślimakami (czyli DDR-ką przy Gdyńskiej), a następnie Chemiczną i Hlonda (tam też nowy asfalt na ścieżce! Brawa ponownie!) dotarłem do Śródki. A że byłem, to zrobiłem. Zdjęcie murala w sensie. Nie po raz pierwszy, ale wyjątkowo został mi limit, to wycyckam go prawie do końca :)

Potem zakwitłem na Garbarach...

...ale dziś głównie przez światła, a nie ruch, gdyż w końcu chyba część kierowców ogarnęła, na czym polega buspas. Potem już linią prostą do domu. Tu Relive z dziś.
Gdy tak sobie jechałem i z musu najeżdżałem na pojedyncze wyższe progi na ścieżkach, ze zdziwieniem stwierdziłem, że koło jest znów dość miękkie. Byłem świadomy, że ręczną pompką nie dam rady wyciągnąć więcej niż 4-5 barów, ale na oko było ich już zdecydowanie mniej. W domu okazało się, że wentyl miał wadę i uchodziło przez niego powietrze. Ma się to szczęście :) Gdybym patrzył na średnią to bym złożył oficjalną reklamację, tylko nie wiem gdzie, bo kupuję dętki w różnych miejscach. A że nie patrzyłem, to przebolałem ten astronomicznie drogi (kilkanaście zeta) rowerowy element.
Tym samym listopad odchodzi w niepamięć. Paskudny to był miesiąc, ale spokojnie - będzie gorzej, bo jutro ma padać śnieg i pewnie nie pokręcę. Hura :/








