Kolejny wypad spod znaku/ów "szaro, buro, ponuro, dodupno". Nad ranem mgły, potem już lepiej, ale i tak musiałem aktywować swoje pseudoświatełka, wiatr jakiś taki niezdecydowany, choć na szczęście nie masakrował (a jedynie przez swój chłodek i upierdliwość demotywował), a i nawet (tu uwaga, jeśli macie koło siebie przypadkowo jakiegoś obcokrajowca, to każcie mu końcówkę zdania przeczytać na głos) zdarzyła się przelotna mżawka, która usyfiła i tak już rzężący napęd.
Ani mi się nie chciało cisnąć, a nawet jakby mi się chciało to... by mi się nie chciało :) Zrobiłem więc powolutku trasę dokładnie w tę i z powrotem z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę (nowy wiadukt wciąż jest poprzedzony objazdami) i Żabinko do hopki za Żabnem. Gdzieś delikatnie przed połową dystansu zostałbym skasowany przez jakiegoś lub jakąś (byłem zajęty hamowaniem i ratowaniem się zjazdem na pobocze, więc nie zdążyłem tego ustalić) troglodyta/tkę, wyprzedzającego/ą ciężarówkę na zakręcie, przecinającego podwójną ciągłą. Jedyne co mi się udało to wykrzyczeć na głos to, co myślę o cnocie matki tego czegoś, zaocznie wybierając płeć męską, bo żeńska forma owego słowa chyba nie istnieje :)
Na liściastej DDR-ce w Łęczycy, po której od jakiegoś czasu pełznę z prędkością trzaśniętego ślimaka, zatrzymał mnie idący rowerzysta pytając, czy często mi padają gumy w szosie. On akurat pechowo dreptał właśnie z takim defektem. Podzieliłem się swoim wybitnym i bogatym doświadczeniem w tym temacie, chciałem tez poczęstować dętką, ale raz, że miał koło 26, więc by nie pasowała, dwa, że podobno miał blisko.
Przeraża mnie moja niechęć do przyspieszania. Chyba dojrzewam :)
Komentarze (8)
Już się stał. Nawet jest akcja "zapraszamy do budy" pod jego patronatem :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"