Orkan Marcin powoli odchodzi - i kij mu na drogę - ale jeszcze dziś w godzinach przedpołudniowych starał się uprzykrzyć życie ludziom, szczególnie tym na rowerach. Wybaczam gnojkowi, byle już sobie poleciał i nie wracał. A to, że mi dziś kompletnie uwalił przyjemność jazdy, w tym zmasakrował średnią, niech pozostanie jego słodkim zwycięstwem.
Wykonałem dziś trasę lekko dziewiczą, przynajmniej w takiej wersji. Ruszyłem z Dębca przez Luboń, Wiry oraz Komorniki, następnie skręciłem na Głuchowo, Gołuski i Palędzie, potem objechałem Konarzewo dokoła, dotarłem do Dopiewa i wróciłem częściowo swoimi śladami, ale korygując końcówkę o Plewiska. W pewnym momencie, gdy mijałem się, jadąc pod wiatr, z grupką trzech kolarzy, zauważyłem, że oni też... walczą z podmuchami. Czyli nie tylko ja tak mam, że do wyboru jest: wmordewind albo wmordewind. Ufff :)
Z tej dzisiejszej wariacji wyszedł jeden plus. Jako że w pewnym momencie w Konarzewie pokręciłem sobie skrótem, miałem okazję poznać nowego kumpla. Jest spoko - mało gada, nie je mięsa, wydaje się kontaktowy... :) Było też kilku innych ziomali. Ale ci byli mniej gotowi do do pogaduszek :) Lubię być wśród swoich :)
@Trolking ;-) sprawa jest bardzo poważna - do takiego stopnia, ze takie organizacje jak Stowarzyszenie Łowców Burz beda traktować tego typu informacje jako fake news ;-)
Pierwsze zdjęcie kolegi bym mógł nawet do powitałki u siebie użyć :) Musze zaś zbierać bo rezerwa się zaczyna świecić :D PS: już nie pamiętam kiedy tak często czytałem swoje imię, szkoda ino że przeważnie były to zdania negatywne :P
Ania - coś tam gadał, ale niewiele zrozumiałem :) A że piwa przy sobie nie miałem, to wspólny, międzygatunkowy język ciężko było znaleźć :) Niemniej jednak wydaje się niezwykle sympatyczny :)
Grigor - mówisz, że ja Kargul, a on Pawlak? Całkiem możliwe, ale i tak kasku bym nie zdjął :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"