Dwornie
* - gdy jestem na urlopie. Tylko i wyłącznie.
Dzisiaj było już lepiej. Co prawda mżyło od rana, ale lepsze to niż wczorajsze ulewy, więc po prostu wsiadłem na crossa i ruszyłem. Jako że już po jednym dniu zazwyczaj załącza mi się rowerowy głodek, to delektowałem się jazdą. Tym błotem pod kołami. chłodkiem i kroplami na okularach. Przecież to takie fajne :) Wykonałem jedną ze stałych glizd, z Poznania przez Plewiska, serwisówki, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Gołuski, Plewiska do domu, czyli wg Relive takie cuś.
Gdy jechałem sobie przez wspomniane Więckowice to postanowiłem się w końcu bliżej zapoznać z pewnym obiektem, który zawsze tylko mijałem, nęcił mnie, ale byłem tak szczęśliwy z faktu, że w tym samym momencie zmieniam kierunek jazdy i zaczyna (teoretycznie) wiać mi w plecy, że nie miałem serca się zatrzymywać. W końcu nadejszła wiekopomna chwila. Oto on. Dwór z XIX wieku, aktualnie w stanie postępującej ruiny, a szkoda, bo znam brzydsze, a okalający go park ma potencjał. Całość kojarzy się mi się z podobnym obiektem w Owińskach, tyle że tam nie trzeba przedzierać się przez dziurę w murze.


W sumie widzę tu potencjał na horror klasy C, a nawet Ć. To półkoliste okienko w prawym górnym rogu aż się prosi o bladą twarzyczkę dziecka patrzącego w dal martwymi oczami, a zamurowane okiennice o wysuszone ciało jakiegoś hrabiego w środku :)








