Plan B
A tu... zonk. Gdy sprawdziłem kontrolnie stan roweru, ze zdziwieniem zauważyłem to, czego w przedwyjazdowym pędzie nie widziałem - pękniętą szprychę w przednim kole. Żeby było jeszcze ciekawiej, powietrza w dętce było z grubsza tyle, ile tłuszczu na przeciętnej anorektyczce. Kumulacja pecha. Postanowiłem nie bawić się w szukanie dnia następnego (weekend...) serwisu, który uzupełni ubytek, tylko w końcu zamontować leżące do tej pory w piwnicy rezerwowe koło, kupione w pośpiechu przy ostatniej podobnej awarii. Niestety ma ono dwa minusy - brak samozamykacza (wtedy innego na stanie nie było) oraz wysoki stożek. I ten właśnie stożek skomplikował mi życie - nie miałem bowiem na stanie gumy z aż tak długim wentylem, więc zamontowałem standardową, jak się okazało dziś - po prostu źle, nie mogąc dopchnąć do końca wentyla. W jego okolicy pozostało małe wybrzuszenie.
Ruszając miałem pewne obawy, co z tego wyjdzie. Niestety słuszne. Na szczęście wybrałem sobie taką trasę, żeby mieć plan 'B", z czego jestem osobiście dumny, bo może ze mnie dupa, nie serwisant, ale już strateg zdecydowanie lepszy :) Z Dębca przez Luboń i Puszczykowo aż do Mosiny jechałem powolutku, bo obserwowałem dziwne turlanie z przodu, a gdy znalazłem się w Mosinie wiedziałem już, gdzie się udać. Na kolegę z tamtejszego serwisu zawsze mogę liczyć, i dzięki Allahowi tak jest, bo gdy nabywałem dętki z właściwym wentylem okazało się, że jednak ta zamontowana przeze mnie pękła i powoli traciła powietrze. Nie było wyjścia - mimo sporego ruchu w sklepie udało się w międzyczasie wymienić gumę, a ja przy okazji dostałem kilka rad, jak zabierać się za to, jeśli posiada się dość tanie opony, takie jak moje.
Zanim ruszyłem dalej byłem jeszcze świadkiem odebrania z serwisu, po montażu szytek, dwóch kół, które warte są z grubsza cztery razy tyle, ile mój rower, czyli osiem tysięcy. Sama praca nad klejeniem i jakimś tam glazocośtam, trwa podobno ze dwie godziny, a schnie toto około doby. O dziwo właściciel na nich jeździ, i to sporo, co przy tym segmencie kwotowym nie zawsze jest normą :)
Od wyjazdu ze sklepu moja dalsza droga zrobiła się jakby łatwiejsza :) Dokręciłem całego "kondomika", przez Dymaczewo, Łódź, Stęszew i Komorniki, a że pełzało mi się całkiem dobrze, to tym bardziej żałowałem owej pierwszej połowy, bo mógł być godny wynik. I nawet nie wiało jeszcze specjalnie mocno! Za to jutro ma lać, a poza tym czas powoli szykować się do powrotu do pracy. To tak żeby zejść na ziemię ;/
Ładnie jeszcze dziś było.









