Miedzi(ozachci)anka
Rano było jeszcze zimno – czyli fajnie – oraz mało widokowo – czyli niefajnie. Jednak na samym początku trasy nie za wiele było do oglądania, więc skupiałem się na wartkiej akcji audiobooka. Przyjemniej zaczęło się robić kawałek za Jelenią, pomiędzy Wojanowem a… Jelenią, czyli na górce koło Jasiowej Doliny, a następnie na wyjazdówce do Radomierza. Tam zatrzymałem się na pierwsze dziś zdjęcie. Jak widać szalu nie było, choć rudawskie cycuchy jak zwykle wyraźnie się odznaczały :)

Po zjeździe do Janowic zerknąłem sobie (załóżmy, że przypadkiem) za torami w lewo, a gdy zobaczyłem rozjazd kolejowy z jednej, a pewną drogę w górę z drugiej…

...już wiedziałem, gdzie za chwilę się udam. Miedzianka kusiła jak zwykle :) Zacząłem się wspinać, wspinać, wspinać…

...aż się zatrzymałem na chwilę, żeby zrobić fotkę współczesnego browaru, po drugiej stronie panoramci Rudaw.


Wtedy nagle zobaczyłem, że biegnie do mnie pies staruszek, a za nim drepcze podobnie prezentujący się pan. Czworonóg przywitał się ze mną sam z niczego serdecznie (no co, lubię zwierzęta, a one chyba mnie), a to samo również zrobił dwunóg, gdy tylko zapytałem, czy mogę psiakowi cyknąć zdjęcie.

I tak - w połowie drogi na Miedzianą Górę - spędziłem kilka minut na rozmowie o tej okolicy, o upadających zakładach pracy w Jeleniej Górze, a także o samej Miedziance. Tu z ciekawości zapytałem o zdanie prawie miejscowego (bo mieszkańca Janowic) o sytuację miejscowości i otrzymałem parę newsów, między innymi o tym, że będą budować się tu ludzie z… Warszawy. Łapy opadają. Boję się tego, że za jakiś czas Miedzianka odżyje w ten sposób, że będą po nim codziennie spacerować sobie „rdzenni tubylcy XXI wieku”, czyli hipsterzy z Wawy, Poznania, Wrocka czy Krakowa… Oby nie!
Ładnie się pożegnaliśmy, po spotkaniu, które zostanie mi w głowie, i ruszyłem dalej w górę.

Tam postanowiłem zachować na zdjęciu po raz kolejny jeden z najważniejszych swego czasu budynków tego miasteczka-trupa (opisywanego przeze mnie już wielokrotnie oraz raz filmowanego), czyli pozostałość knajpy Schwarzer Adler. Teraz jest to przykład polskiego syfu, a niegdyś - u schyłku świetności - miejsce, w którym nie tylko toczyło się bogate życie, ale wręcz przeciwnie - powiesiła się pierwsza Niemka (było ich później dużo więcej) na wieść o nadchodzących wojskach radzieckich, z obawy przed sporym ryzykiem masowego gwałtu, z którego słynęły.

Podczas zjazdu uchwyciłem jeszcze kościół (na szczęście on mnie nie).

A potem już chwytałem jedynie kierownicę, bo rozpędziłem się do godnej prędkości :)
Powrót od Janowic do domu już był klasyczny – Trzcińsko, Przełęcz Karpnicka, Karpniki, Krogulec, Bukowiec, Mysłakowice, Łomnica, Jelenia. Bez historii, prócz tej, że musiałem nadrabiać lenistwo podczas wspinania się pod górki, więc na koniec będzie tylko kilka jesiennych fotek. Same one są słabe, ale jesień jest przepiękna, więc remis :) A ja jak zwykle na urlopie nie mam czasu na dłuższe dywagacje, więc kończę.




Miedziankowe Relive tu.








