Wpis z cyklu "ekspres reporterów", bo czasu mało. Musiałem wyjechać dziś wcześniej i o ósmej rano byłem już na trasie. W poniedziałek to ciężka sprawa z powodu niemal całkowitej nieprzejezdności miasta - puszka na puszce (mimo całkiem przyzwoitej komunikacji miejskiej), do tego nie przyuważyłem w żadnej (!) nikogo prócz kierowcy, pozostałe miejsca w samochodach intensywnie zajmowało powietrze. Potem, już gdzieś w pracy, zapewne ci sami miłośnicy motoryzacji narzekali na te straszne korki... Polska, kraj z logiką niezaznajomiony :)
Z trasą nie kombinowałem - Poznań, Plewiska, Dąbrówką, Palędzie, Dopiewo, Podłoziny i z powrotem. Wiatr taki jak wczoraj, czyli gnojący, choć przyznać trzeba, że w miarę przewidywalny, zachodni z odchyłami, więc po miazdze z pierwszej połowie przynajmniej nie przeszkadzał w drugiej, choć wyniku odrobić nie było jak.
W momencie wyjazdu upału nie było - sześć stopni. Potem już całkiem gorąco - osiem :)
Komentarze (12)
No ale miałem na myśli też przesiadkę na komunikację zbiorową - szybką, w miarę wygodną i coraz bardziej nowoczesną. Dla większości nie do zrozumienia, że tak można, lepiej wozić dupę w swoim ciepełku, korkować ulice tym, którzy nie mają alternatywy i takie tam...
Jak dziecku nie tłumacz, wiem, jak to działa - i do tego właśnie nawiązywałem. Gdyby wszyscy naraz tak zrobili, to miałoby to sens. Ale każdy z osobna tego nie zrobi - bo musiałby zrezygnować z własnej wygody na rzecz wiezienia kilku osób.
Bitels - spokojnie, podobno chwilowo mają wrócić te sympatyczne :)
Hipek - nie, nie, nie o to mi chodziło. Samochód z jedną osobą w środku zajmuje tyle samo miejsca, ile z trzema czy czterema. Gdyby ta jedna osoba choć rozważyła opcję mniej wygodnicką i skorzystała z autobusu/tramwaju/roweru, byłoby o jeden samochód rano mniej. No i dalej - im więcej osób to zrobi, tym korki mniejsze, mniej narzekania i marnowania czasu. Już nie mówiąc o mrzonkach typu "jedziemy razem do roboty jednym autem" (czyli zamiast czterech - jeden pojazd), bo w polskich warunkach to chyba nie do wykonania na szerszą skalę.
Oj tak, polskość siłką stoi :) Najlepsi są ci, którzy na wiosną się budzą i przy idealnych warunkach idą pobiegać... pod dachem. Może smród potu powinien zostać symbolem tego kraju? :) O od Lubonia byłem w odległości jakichś dwóch kilometrów. Nie odważyłem się :)
W Polsce nie ma za dużo logiki - jak ktoś usłyszy, że zdrowo jest jeździć godzinę dziennie rowerem, a ma do pracy 10 km, to nie pojedzie rowerem do pracy i z powrotem, tylko pojedzie samochodem, a potem jeszcze pojedzie samochodem na siłkę i będzie godzinę jeździł na stacjonarnym :D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"