Miało padać i padało. Ja musiałem do pracy i... musiałem. 100% sprawdzalności, cholera jasna :)
Do ósmej rano jeszcze kropiło, co idealnie zgrywało się z przyciąganiem łóżka. Jednak chwilę później przestało i nie było wyjścia - zwlokłem się niczym bohaterka filmu "Klątwa", dopełznąłem do crossa, ogarnąłem go, ubrałem się w zestaw przeciwdeszczowy i ruszyłem.
Zupełnie nie miałem pomysłu na wybór kierunku, ale że wiatr wiał z południowego zachodu to wybrałem się przez Luboń do Puszczykowa, zahaczając jeszcze o tzw. Stare Puszczykowo, czyli po prostu całkiem solidną hopkę i już mniej imponujący zjazd. Chlupało mi fajnie pod kołami, a leżące w coraz większych ilościach liście wyglądały może i spoko, ale zaczyna się sezon na kontuzje, bo jakbym kręcił szosą to co najmniej jedna gleba byłaby moja. Przed Mosiną coś mi wpadło do łba i skręciłem w kierunku Jezior, czego już po chwili pożałowałem, bo podejmując tę decyzję zapomniałem o stanie "asfaltu" na tym kawałku. No ale był ratunek - leśna droga wzdłuż niego, a na nim błocko, błocko, błocko. Mniam :) Bawiłem się przednio, zaliczając spory terenowy element wypadu. Jednak szkoła życia była dopiero przede mną - kto kiedykolwiek jechał pełen odcinek Greiserówką ten wie, o czym piszę :) Moje wieloletnie doświadczenia mówiły mi, iż bez ryzyka dla życia da się nią kręcić jedynie w wersji Jeziory - Komorniki, czyli tak jak na fotce. Czemu? \Wystarczy napisać, że to coś jest dwukierunkowe, ruch wcale nie jest mały, a rzadko który właściciel puszki zniży się do poziomu zrozumienia rowerzysty i łaskawie zjedzie na pobocze. Przerabiałem odwrotną wersję i spróbuję raz jeszcze dopiero, gdy z powierzchni ziemi zniknie ostatni samochód. Mogę się nie doczekać :) Smaczek na sam koniec Greiserówki. Adolfiku, dziękujemy :) Gdy już doszedłem do siebie, a w sumie zrobiło to wszystko, co mi się trzęsło, zdecydowałem, że dokręcę drugą połowę już bardziej cywilizowanymi szlakami - czyli z Komornik do Rosnowa i Chomęcic, tam nawrót w kierunku serwisówek, Gołusek, Plewisk i do domu.
Ubabrałem się jak świnia, bawiłem się jak prosiak. Czyli było fajnie :) I nawet zdążyłem do roboty.
Huann - a dziękujemy. Cross zaocznie, bo wciąż pod piaskiem :) Danke schon, w sensie :)
Putin - no właśnie. Liście to jeden temat, ale u mnie specyfiką i hitem zimowym są śliskie torowiska, szczególnie te ułożone na ukos wobec dróg. W moim "ukochanym" Luboniu jest takich kilka co najmniej :/
Lapec - chrum :) Greiserówkę najlepiej brać na nieświadomce, bo powrót tam to ciężka sprawa mentalnie :)
Mors - zlikwidować drogi? :)
Ania - nie miałem jak... do roboty na popołudnie, jak zwykle zresztą. Wywalczyłem sobie taki przywilej, ma to dużo plusów, ale i minusy :)
JPbike - no ja też :/ Położony wzdłuż niej zakaz jazdy rowerem drogą to jak dla mnie zbrodnia przeciw ludzkości jeśli weźmie się pod uwagę tłumy sezonowców latem, a jej stan zimą. Nawet myślałem o wystosowaniu pisma z propozycją jego zlikwidowania, ale nie wiem gdzie go posłać. A o próbie włączenia się do ruchu w kierunku na Mosinę można by napisać książkę. Horror w sensie :)
Bitels - Żona już dawno była wtedy w drodze do pracy, sam sobie kawę robiłem. Z ekspresu, może w tym jest rzecz :)
Tej ścieżki na pierwszej fotce nigdy nie widziałem posprzątanej z liści (ani odśnieżonej) ... Co do kierunku jazdy Greiserówką to w 100% się z Tobą zgodzę.
I dobrze że w chlewie nie wylądowałeś czy tam innej oborze ;)
Hitlerówkę pamiętam ale miałem gorzej bo nikt mnie nie ostrzegł że to ku**wst*o takie długie heh. Co do błotka to chyba już wyrosłem i za wygodnicki się stałem, jak pada lub padało to 7 razy muszę przemyśleć czy jest sens ;)
W Wawie też leje, chociaż były i bezdeszczowe godziny i udało się coś ukręcić, ale teraz to mogiła. I też była prawie gleba, wpadłem w poślizg na mokrych liściach, jakoś się utrzymałem.
Tym razem wraz z czystym napędem Meridzi nie zazdraszczamy ;p - za to cieszymy się pięćdziesiętnie x2 (czyli setnie), żeście się wraz z Crossem nie stali kolejnymi ostatnimi ofiarami wujka Adiego ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"