Błotoświniak :)

Wtorek, 3 października 2017 · Komentarze(11)
Miało padać i padało. Ja musiałem do pracy i... musiałem. 100% sprawdzalności, cholera jasna :)

Do ósmej rano jeszcze kropiło, co idealnie zgrywało się z przyciąganiem łóżka. Jednak chwilę później przestało i nie było wyjścia - zwlokłem się niczym bohaterka filmu "Klątwa", dopełznąłem do crossa, ogarnąłem go, ubrałem się w zestaw przeciwdeszczowy i ruszyłem. 

Zupełnie nie miałem pomysłu na wybór kierunku, ale że wiatr wiał z południowego zachodu to wybrałem się przez Luboń do Puszczykowa, zahaczając jeszcze o tzw. Stare Puszczykowo, czyli po prostu całkiem solidną hopkę i już mniej imponujący zjazd. Chlupało mi fajnie pod kołami, a leżące w coraz większych ilościach liście wyglądały może i spoko, ale zaczyna się sezon na kontuzje, bo jakbym kręcił szosą to co najmniej jedna gleba byłaby moja.

Przed Mosiną coś mi wpadło do łba i skręciłem w kierunku Jezior, czego już po chwili pożałowałem, bo podejmując tę decyzję zapomniałem o stanie "asfaltu" na tym kawałku. No ale był ratunek - leśna droga wzdłuż niego, a na nim błocko, błocko, błocko. Mniam :) Bawiłem się przednio, zaliczając spory terenowy element wypadu.

Jednak szkoła życia była dopiero przede mną - kto kiedykolwiek jechał pełen odcinek Greiserówką ten wie, o czym piszę :) Moje wieloletnie doświadczenia mówiły mi, iż bez ryzyka dla życia da się nią kręcić jedynie w wersji Jeziory - Komorniki, czyli tak jak na fotce. Czemu? \Wystarczy napisać, że to coś jest dwukierunkowe, ruch wcale nie jest mały, a rzadko który właściciel puszki zniży się do poziomu zrozumienia rowerzysty i łaskawie zjedzie na pobocze. Przerabiałem odwrotną wersję i spróbuję raz jeszcze dopiero, gdy z powierzchni ziemi zniknie ostatni samochód. Mogę się nie doczekać :)

Smaczek na sam koniec Greiserówki. Adolfiku, dziękujemy :)

Gdy już doszedłem do siebie, a w sumie zrobiło to wszystko, co mi się trzęsło, zdecydowałem, że dokręcę drugą połowę już bardziej cywilizowanymi szlakami - czyli z Komornik do Rosnowa i Chomęcic, tam nawrót w kierunku serwisówek, Gołusek, Plewisk i do domu. 

Ubabrałem się jak świnia, bawiłem się jak prosiak. Czyli było fajnie :) I nawet zdążyłem do roboty.

Relive z tej pokręconej trasy TU.

Komentarze (11)

Danke szynke, jak mawiają niemieccy maszyniści do ichniejszych konduktorek :)

huann 07:24 czwartek, 5 października 2017

Mi też, z tym, że jest między nimi "drobna" różnica - tą drugą można jeździć, tą pierwszą trzeba :/

Trollking 21:28 środa, 4 października 2017

Ścieżki z pierwszych zdjęć bardzo mi się podobają.

grigor86 20:27 środa, 4 października 2017

Huann - a dziękujemy. Cross zaocznie, bo wciąż pod piaskiem :) Danke schon, w sensie :)

Putin - no właśnie. Liście to jeden temat, ale u mnie specyfiką i hitem zimowym są śliskie torowiska, szczególnie te ułożone na ukos wobec dróg. W moim "ukochanym" Luboniu jest takich kilka co najmniej :/

Lapec - chrum :) Greiserówkę najlepiej brać na nieświadomce, bo powrót tam to ciężka sprawa mentalnie :)

Mors - zlikwidować drogi? :)

Ania - nie miałem jak... do roboty na popołudnie, jak zwykle zresztą. Wywalczyłem sobie taki przywilej, ma to dużo plusów, ale i minusy :)

JPbike - no ja też :/ Położony wzdłuż niej zakaz jazdy rowerem drogą to jak dla mnie zbrodnia przeciw ludzkości jeśli weźmie się pod uwagę tłumy sezonowców latem, a jej stan zimą. Nawet myślałem o wystosowaniu pisma z propozycją jego zlikwidowania, ale nie wiem gdzie go posłać. A o próbie włączenia się do ruchu w kierunku na Mosinę można by napisać książkę. Horror w sensie :)

Bitels - Żona już dawno była wtedy w drodze do pracy, sam sobie kawę robiłem. Z ekspresu, może w tym jest rzecz :)

Trollking 19:28 wtorek, 3 października 2017

Nie wiem co Ci żona do kawy sypie, że w taką pogodę chce Ci się łóżko zamienić na rower :)

Bitels 19:07 wtorek, 3 października 2017

Tej ścieżki na pierwszej fotce nigdy nie widziałem posprzątanej z liści (ani odśnieżonej) ...
Co do kierunku jazdy Greiserówką to w 100% się z Tobą zgodzę.

JPbike 18:28 wtorek, 3 października 2017

A ja z kolei przeczekałam deszcz. I jak rano padało, tak po południu i wieczorem ani kropla nie spadła. Ufff... udało się. Ominęłam błotne ścieżki.

anka88 18:19 wtorek, 3 października 2017

Jest prosty sposob na liscie na drogach... ;)

Gość spod lodu ;) 17:44 wtorek, 3 października 2017

I dobrze że w chlewie nie wylądowałeś czy tam innej oborze ;)

Hitlerówkę pamiętam ale miałem gorzej bo nikt mnie nie ostrzegł że to ku**wst*o takie długie heh. Co do błotka to chyba już wyrosłem i za wygodnicki się stałem, jak pada lub padało to 7 razy muszę przemyśleć czy jest sens ;)

Lapec 16:52 wtorek, 3 października 2017

W Wawie też leje, chociaż były i bezdeszczowe godziny i udało się coś ukręcić, ale teraz to mogiła. I też była prawie gleba, wpadłem w poślizg na mokrych liściach, jakoś się utrzymałem.

putin 16:45 wtorek, 3 października 2017

Tym razem wraz z czystym napędem Meridzi nie zazdraszczamy ;p - za to cieszymy się pięćdziesiętnie x2 (czyli setnie), żeście się wraz z Crossem nie stali kolejnymi ostatnimi ofiarami wujka Adiego ;)

huann 16:40 wtorek, 3 października 2017
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa namio

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]