Po wczorajszej secie z małą popitą nie miałem dziś ochoty na wczesne wstawanie, tym bardziej, że wolne to wolne i trzeba je szanować. Zupełnie więc nie zmartwiło mnie poranne kropidło z nieba. Nooo, może coś więcej niż kropidło. Wstałem, wypiłem kawkę i zjadłem śniadanie, następnie postanowiłem do końca wypakować plecak, w którym miałem pierdółki na trasę do Piły. I tu... zonk. Nie stwierdziłem obecności góry od bielizny termoaktywnej, czyli po prostu oddychającej koszulki. Nie mam pojęcia czy nie spakowałem jej na trasie w lesie, gdzie pozbywałem się zbyt dużej ilości ciuchów, czy może wypadła mi z bagażu w pociągu... W każdym razie szkoda, bo służyła mi dobrych kilka lat, a skończyła bez należytego pogrzebu. R.I.P. więc :)
Podjechałem sobie (jeszcze nie rowerem) do Decathlonu na Sycowskiej po substytut, który nabyłem z jakiejś końcówki serii, bo bida straszna asortymentowa mnie tam zastała. Gdy wróciłem to akurat zaczęło się przejaśniać, więc przyszedł czas na test nabytku - wszystko zgodnie z planem. Negocjacje z Żoną poszły zadziwiająco sprawnie. No dobra, były o tyle łatwiejsze, że akurat znajdowała się służbowo nad morzem :)
Miałem dylemat jedynie co do wyboru roweru (stanęło na szosie), natomiast co do kierunku nie było żadnych wątpliwości - przeciwny od Bike Challenge, który jak co roku zablokował północny i wschodni potencjał wyjazdowy. Swoje zdanie o tej imprezie wyrażam średnio co jakieś 365 dni, więc tym razem się powstrzymam - za to gratuluję wyników wszystkim z moich znajomych, którzy brali w niej udział :)
Pokręciłem na zachód, co ostatnio nie jest łatwym zadaniem - przez zamknięte drogi i objazdy minie sporo czasu zanim wymyślę jakąś logiczną wersję trasy na pięć dych. Dziś kręciłem się w kółko, z Dębca ruszając do Lubonia, potem Komorniki, Szreniawa, Chomęcice, z których skręciłem na serwisówki, następnie z Palędzia przez Dąbrówkę i Zakrzewo do drogi 307, z niej skręt na Dąbrowę, znów serwisówki, znów Komorniki oraz końcówka przez Plewiska i do domu. Efekt? Wmorde- i boczne-wind, a jak :) No ale przecież wczoraj od niego odpocząłem, więc musiał nastąpić rewanż :) Grunt, że pokręcone, a że zgodnie ze znakiem na fotce.... Bywa :)
Komentarze (8)
Pozbywałem się w sensie z siebie, a z założenia (czyli zdjęcia) do plecaka :)
"Nie mam pojęcia czy nie spakowałem jej na trasie w lesie, gdzie pozbywałem się zbyt dużej ilości ciuchów" - no ładnie, ciuchy do lasu wyrzucałeś? To już lepiej było je oddać Jurkowi. ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"