Jak wiadomo - pisałem już o tym wielokrotnie - w tym kraju rzadko jest normalnie (pod każdym względem), więc prawie mnie nie dziwi, że przedwczoraj temperatura podchodziła pod trzydzieści stopni, a dziś ledwo zahaczała o czternaście kresek. Generalnie jestem zwolennikiem tej drugiej, lepszej (byle nie dobrej!) zmiany, tylko czemu w pakiecie pojawił się przenikliwie zimny wiatr, kosztem tego w miarę przyjaznego z końcówki sierpnia?
No czemu?
Cisza. Tak myślałem :)
W każdym razie dzisiejszy wyjazd należał do tych "bezspinowych", bo odczuwalne doznania były na poziomie szanującej się, polskiej, burej jesieni. Przynajmniej z rana, bo później nawet pojawiło się słońce. Mnie natomiast, podobnie jak wczoraj, dokładnie w momencie, gdy znalazłem się na dworze, przywitały krople deszczu. Na szczęście towarzyszyły mi jedynie przez kilka pierwszych kilometrów, odpuszczając, ale na niebie pozostały ciężkie, prawie burzowe chmury, które w każdej chwili groziły potencjalną możliwością zmiany dyscypliny na windsurfing :) Miałem jednak na to patent. Jeśli ktoś pamięta kultowe, genialne komiksy z Tytusem de Zoo, zapewne do dziś w głowie ma wierszyk z Księgi Drugiej, której bohaterką była Rozalia czyli koń mechaniczny: Specjalnie postarałem się o ów wycinek, łatwo nie było, ale czego się nie robi dla blogaska :) Niniejszym, wierząc w Papcia Chmiela, bacznie spoglądałem bystrym wzrokiem. A nawet groźnym. I... udało się. Nie zmokłem :) Jeśli chodzi o trasę to wykonałem wariant zachodni (Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań), który niestety głównie zawiera pola, pola, a nawet jeszcze więcej pól, więc ochrony przed wiatrem nie było żadnej. Jednak liczy się wykonanie tych pięciu kolejnych dych, już mniej jakość wykonania.
Wpadły dwie nowe dożynki: z okolic Dopiewa oraz Plewisk. Nic specjalnego dla doświadczonego dożynkarza, ale kolekcja rośnie :)
Komentarze (9)
Mors - no wyobraź sobie, że trochę tak. Jeśli masz jakieś wątpliwości to śmiało, czekam na przykłady swej niewiedzy, bo jak zwykle pewnie do czegoś w tym stylu pijesz, po czym ja udowadniam Ci, że to jednak Ty nie masz racji. Potem chowasz kły pod siebie i temat się nagle urywa :)
Ale jak widzę Ty za to odebrałeś z wyróżnieniem dyplom z bezsensownego czepialstwa, rzekłbym: hejterstwa, jednak nie chcę obrażać hejterów :)
Ania - nie wiem jak było po południu, choć na podstawie widoku z szybki za oknem w pracy domniemywałem, że zrobiło się lepiej, więc zarówno Twoja, jak i moja racja się nie wykluczają :)
A dzisiaj wiało?! Zaszyłam się w lesie i wiatru jakbym nie odczuwała :) A nie, przepraszam. Jak już znalazłam się na drodze wśród pól, to faktycznie, coś tam zawiewało :) Kategoria "dożynki" się powiększa :)
Hehe. chmura nie uciekła, ale przynajmniej nie ośmieliła się zbliżyć :)
Regularność, hm. To już pewnego rodzaju zdrowy nałóg :) Ale jak już pisałem - korzystam póki mogę, bo zmiany trybu pracy, które kiedyś nadejdą, zaburzą mi puls dnia.
to zdjęcie się stanie memem. Mr Zdulski groźnie spogląda na chmurę a ona jak niepyszna przestraszona, onieśmielona, skonfudowana, pomieszana i zawstydzona wycofuje się ze swoich niecnych zamiarów. A swoją drogą nieustannie podziwiam Twoją regularność, gdzie tam mnie nawet z tą setką raz na ruski rok do Ciebie setka co drugi dzień i jeszcze nadwyżka zostaje.
Też mam całą kolekcję, w znacznej części jeszcze w wersjach z lat 80. :) Niestety późniejsze księgi już nie były tak wybitne jak klasyki, ale sentyment pozostał.
Księga, o której wspominasz fajnie przyswoiła mi geografię Polski. No i pamiętam, że Tytus odpadł na pytaniu z czego słynie Turoszów. Jednak nie z turów :)
Bardzo lubiłam Tytusa :) Mój synek też lubi - kupiłam mu całą kolekcję :)) Mój ulubiony odcinek jest jak Tytus ma poprawkę i łyka jakiś tam eliksir i wszystko wie :D Ogólnie wszystkie odcinki są śmiechowe :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"