Za chwilę rozwinę
tytułowy skrót, jednak najpierw kilka słów wstępu. Przeraża
mnie bowiem tegoroczny sierpień, a konkretnie jego druga połowa.
Jest po prostu zbyt miło, sympatycznie, niemęcząco, nie za gorąco,
po prostu ideał. Mój wrodzony sceptycyzm oraz malkontenctwo nie
jest na to przygotowane i ciężko jest mi się odnaleźć. Jednak
daleki jestem od wybrzydzania nad owym dobrem, wręcz przeciwnie –
staję się wielkim orędownikiem takiej sytuacji, bo w
przeciwieństwie do wietrznego i w sumie mało prorowerowego okresu
styczeń – lipiec jeździ mi się po prostu przezajefajnie. W
związku z tym mogę samego siebie śmiało określić Absztyfikantem
Sierpnia. W skrócie AB_S.
Dziś też… było
jak przez klika ostatnich dni. Nie za bardzo miałem na co narzekać
– może jedynie na czerwoną falę, bo ruszyłem na północ i
musiałem pokonać kilkanaście kilometrów z Dębca na Strzeszynek
przez Golęcin - więcej na tym odcinku stałem niż jechałem. Ale
za to o dziwo WIATR PRAWIE NIE DOKUCZAŁ (specjalnie wyróżniam te
słowa) i pomimo znacznej części przepedałowanej miastem skończyło
się umiarkowanie normalnym wynikiem. Więc narzekanie kasuję.
A całkowicie
komfortowo poczułem się po wjechaniu na rowerową autostradę przy
Koszalińskiej, następnie w lasach pomiędzy Strzeszynkiem a
Kiekrzem, a nawet wspinając się pod hopkę w Rogierówku, już nie
mówiąc o zjeździe z niej:) Nawet udało mi się zgrabnie pokonać kawałek Zemsty Adolfa po płytach do Sadów. Natomiast zupełnie
niekomfortowo poczułem się jak zwykle na gównościeżce w Lusowie,
która z każdym stąpnięciem na pedały zbliżała mnie do
rozwiązania nurtującej od dawna zagadki – jak oznakowana
będzie jej niedawno ukończona kopia kawałek dalej – i tu było
wielkie „ufff...”. Brak znienawidzonego niebieskiego znaczku z
rowerem! Trygławowi niech będą dzięki. Końcówka wyjazdu
to już często przejeżdżane fyrtle – Zakrzewo, serwisówki,
Plewiska, Glogowska i do domu. A z domu do pracy, co pozwoliło mi
wrócić na ziemię i uświadomić sobie, że sierpnie nie trwają
non stop. Niestety.
Trasa z lotu ptaka (czyt. aplikacji Relive) TUTAJ.
Huann - aż zerknąłem jak napisałem Rogierówek. Bez błędu. Ale w sumie pomysł na zmianę całkiem dobry :)
Ania - tak rzadko tu chwalę warunki pogodowe, że się cieszę, gdy mogę to zrobić. Co będzie dalej - nie wiem i wolę nie myśleć :) Droga faktycznie jest "taka se", a najwięcej atrakcji jest w trakcie mijanki z ciężarówką jadącą z naprzeciwka. Dziś to przerabiałem.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"