Teraz pogoda: całkiem, całkiem. 24 stopnie są jeszcze do wytrzymania, słońce nie masakrowało, a jedynie wymieniało się dość solidarnie z chmurami w temacie panowania nad światem.
No i w końcu klu programu: wiatr. Przez 30 kilometrów utrudniał życie, ale przez ostatnich 20 nie przeszkadzał, a kilka razy nawet pomógł. Zdębiałem - przecież zgodnie z zasadami powinien być wmordewind przez co najmniej 99% drogi!
W związku z szokiem, który przeżyłem, na tym kończę dzisiejszy wpis :)
Komentarze (7)
Ania - przejeżdżałem, ale zajęło mi to z minutę, bo tylko zaliczyłem w niej zakręt :) Jakim pogromcą wiatru? Raczej jego najczęściej bitym niewolnikiem :)
Lapec - hehe, WLKP z chęcią przywita Cię radosnym oddechem o prędkości 50 na godzinę non stop :)
Uściślę uściślenie - Dymaczewa są na trasie dwa: Stare, ale i Nowe :)
Ja wyjeżdżałem po ósmej rano. Co do trasy między Bukiem a Stęszewem to ostatni raz byłem tam dawno temu i nie tęsknię. Pamiętam paskudny stan nawierzchni - i chyba niestety to się nie zmieniło...
Zakaz omijam legalnie, tą ścieżką po lewej... :)
No dobra, już się nie wygłupiam :) Tym czymś z kostki i z krawężnikami inspirowanymi K-2 nie da się jeździć. Ten absurd (bo na prawie całej piątce można jeździć, więc czemu akurat tu jest zakaz?) najpierw pokonywałem wiele lat po prostu szosą, ale od jakiegoś czasu widuję tam sporo radiowozów i wygenerowałem trasę przez centrum Stęszewa. Co prawda jest upierdliwa, bo ludzie i w ogóle, ale przynajmniej bez DDR-ek. Dołączyłem mapkę z Endomondo do wpisu, wystarczy kliknąć kilka razy łapką i pojawi się zoom z dokładnym szlakiem, który wg mnie jest optymalny.
To tylko pokazuje, ile człowiek się musi nakombinować, żeby uniknąć tych cholernych "ułatwień" dla rowerzystów...
Uściślę komentarze. Dymaczewo Stare. Czy jak kto woli ;) Trasa mam się dzisiaj pokryła że Stęszewa do Komornik. Choć zapewne byłeś tam przede mną. Jak omijasz zakaz na krajówce?
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"