Napiszę dziś coś, czego szanujący się "ja" pisać nie powinien. Zew marudy w końcu samoistnie nie umiera:)
Uwaga, uwaga!
Jechało się rewelacyjnie!
Po pierwsze - niedziela rano to wymarzony czas dla rowerzysty. Puste drogi, senna atmosfera, a nawet światła częściowo zielone tam, gdzie zwykle świecą czerwienią.
Po drugie - temperatura 20+, ale w tych jej dolnych granicach. Może być.
Po trzecie - wiatr. Odczuwalny, ale - szok & niedowierzanie! - przewidywalny co do kierunku. Ostatni raz było tak jakieś... hmm... nie pamiętam kiedy :)
Trasa: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - serwisówki - Komorniki - Plewiska - Poznań. W Plewiskach, po wielu, wielu próbach liczonych od czasu rozpoczęcia kolejnej wersji detonacji (szumnie nazwanej remontem) ulicy Grunwaldzkiej, odnalazłem w końcu w miarę przejezdną wersję skrętu na zachód. Prowadzi ona przez Lidla, na szczęście nie trzeba mieć zeta na wózek, bo omija się zgrabnie sklep dzięki możliwości niecnego wykorzystania parkingu.
Chciałoby się dalej kręcić, ale kapitalizm gonił i zmuszał do pojawienia się w robocie. Menda jedna.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"