Zdziwko? (WPN)
Pierwotnie jednak nie taki był mój zamiar. Chciałem ruszyć jak zwykle szosą, jednak pochmurne niebo i ryzyko deszczu wywarły na mnie razem presję i wybrałem wersję wyprawy spod znaku "czołg". Z opcją szybkiego powrotu do domu. Ruszyłem klasycznie, z Dębca przez Luboń, Łęczycę i Puszczykowo, na granicy którego wpadłem na wspomniany powyżej pomysł, skręcając w kierunku Jezior, a potem już poleciałem wzdłuż... jezior :) Konkretnie: Góreckiego, a następnie po lekkim pogubieniu się odnalazłem Kociołek i wyjechałem na Osowej Górze. Ten kawałek pozwolił mi przypomnieć sobie w ramach gratisu czasy przedszkolne - momentami podczas wykopywania się z piachu żałowałem jedynie, że wyjątkowo nie zabrałem ze sobą łopatki oraz wiaderka :)
Oj, potrzebne mi to było :) Bawiłem się super, wyłączając muzę, skupiając się na słuchaniu ptaków i kontemplacji tego zielonego dokoła. Fachowo nazwanego lasem.
Nad Kociołkiem:

Przy skarpie nad Jeziorem Góreckim:
Przy Studni Napoleona. Znów kurdupla nie spotkałem :)

No i moje łapy na trasie.


Nagrodą był zjazd z Osowej. Fajną nagrodą :) Pokręciłbym sobie jeszcze po lesie, ale czas gonił (praca :/), więc zawinąłem się z Mosiny trasą przez Rogalinek, Wiórek, Czapury, Daszewice i wyjechałem na wysokości poznańskiej Głuszyny. Dotarłem wyjątkowo mi na crossie niestraszną DDR-ką do Starołęki i tam zrobiłem sobie jeszcze rundkę po Lasku Dębińskim.
Jak na złość - dziś prawie nie wiało. A padać zaczęło dopiero około godziny po moim powrocie. Życie :) No ale nie żałuję - odchamilem się od szosy i odszosiłem od chamów. Do powtórzenia. Jeszcze tylko jakby mój amortyzator łaskawie dział i poza spełnianiem funkcji widelca miał jakieś inne... :)








