Dziś przez pierwsze
kilka kilometrów od momentu wyruszenia z domu byłem przekonany, że
jest to TEN dzień. Dokładnie TEN, wymarzony, gdy będzie w końcu bezwietrznie, sympatycznie, a do tego nie za gorąco. Jechało mi się
bowiem po prostu fajnie, a mijane flagi ukazywały zerowy stopień
powiewu. No ale jednak NIE. Okazało się, że po prostu gnój
przeoczył mój wyjazd, nie wiem czy zaspał, czy zasiedział się
gdzieś w tej swojej wietrznej kloace, ale niestety - szybko doznał olśnienia i przypomniał sobie, jaki w życiu ma cel i że jest nim utrudnianie mi egzystencji. I przestało być pięknie, zaczęło być standardowo.
Standardowa była też trasa, z grubsza wedle schematu: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Więckowice - Dopiewo - Gołuski - Plewiska - Poznań. Jednak dokonałem dalszych "testów serwisowych", czyli objazdu dróg technicznych wzdłuż S11 oraz A2 i coraz więcej ogarniam. Jeszcze trochę i będę mógł oprowadzać po nich rowerowe wycieczki, oczywiście płatne, bo bez przewodnika lub bez lat prób i błędów nie ma się co tam zapuszczać :) Ja sam bym się bał, ale jednak remonty w Plewiskach sprawiły jedno - człowiek odkrył w sobie duszę odkrywcy, jako alternatywę do gazowania się w korkach i na światłach.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"