Crosso-nie-glut

Wtorek, 6 czerwca 2017 · Komentarze(11)
Wczoraj wieszczono deszcz i burze, a że wyjątkowo postanowiłem uwierzyć meteorologom to zupełnie nie zdziwił mnie poranny deszcz za oknem. Lało coraz mocniej, ja już byłem pewien, że przywitam się znów z chomikiem, gdy nagle... przestało. Cud jakiś. Problem w tym, że była już dziesiąta, ja w pracy miałem być o trzynastej, więc tym razem prócz piątej klepki brakowało mi jeszcze czasu. Co w takim przypadku? Wiadomo... na rower :)

Szosa była w serwisie, pozostał mi cross. W pośpiechu zapomniałem sprawdzić jego stan, a że rzadko go używam to chwilę po ruszeniu dźwięki z okolic łańcucha przypomniały mi o czym zapomniałem. O nasmarowaniu. Nie chciałem się wracać, więc do końca podróży słychać mnie było z kilometr wcześniej, niczym jakiegoś, za przeproszeniem, członka rodzinki wyruszającej w maju na swoją pierwszą rowerową wycieczkę w roku.

Najpierw udałem się w teren, bo wczytałem, że podobno powstał już wygodny dojazd do mostu łączącego Lasek Dębiński ze Starołęką. Taaaa.... może powstał, ale z drugiej strony - ja napotkałem blokadę, zakaz wjazdu i malowniczy widok spycharek. Cóż, jeszcze nie czas, ale ostrzę sobie ząbki na w końcu alternatywny dojazd w tamtym kierunku.

Jechało mi się na tyle fajnie, mimo bardzo silnego wiatru, że postanowiłem rozbudować pierwotnego gluta o pełne pięć dych. Pokręciłem przez Starołękę, Głuszynę, Koninko, w Robakowie skręciłem na Borówiec, Kamionki, Daszewice i znów przez Gluszynę oraz Starołękę wróciłem do domu. Przewiało mnie, ale ważne, ze pokręciłem. Kosztem lekkiego spóźnienia do pracy, ale co mi tam :)

Już we wspomnianej pracy dostałem cynka, że szosa jest do odebrania, co wykonałem niezwłocznie, dokręcając jeszcze kilka kilosów w "cywilnych" ciuchach (i pewnie jeszcze z pięć dojdzie, gdy dotrę do domu). Póki co wszystko ładniutko śmiga, oby tak dalej. Przy okazji udało mi się jeszcze sfocić mural, który wykonano na starej, zdezelowanej ruinie przy Dolnej Wildzie. Może nie jest to coś, co może konkurować z tym na Śródce, ale każda próba odsyfienia tego, co zaniedbane się chwali,


EDITED:

Wykrakałem chyba z tą dokrętką. Planowałem spokojny powrót w sympatycznym wieczornym klimacie. A tu od godziny dwudziestej burza, i to taka, jakich mało. Utrzymała się ponad godzinę, więc postanowiłem więc wsiąść w tramwaj, jednak do niego też się trzeba było dostać. Kij z tym, że cieszyłem się z ładnej, czystej kasety, która po sekundzie od wyjazdu się usyfiła niemożebnie. Już byłem przy przystanki na Górnej Wildzie, gdy zobaczyłem to:...

Nie muszę pisać, że w tramwaj nie wsiadłem, bo ruch został wstrzymany. Za to przestało padać i zdecydowałem się jechać dalej, kawałek chodnikiem, by w końcu zjechać na ulicę. Co jak się okazało było błędem, bo co prawda wyżej nie było już jeziora, ale chcąc przepuścić jadący za mną samochód zjechałem na prawo, tak nieszczęśliwie, że zaliczyłem centralną glebę na prawy bok na śliskim torowisku. Efekt? Jeszcze bardziej wykrzywiona prawa część kiery, która już znajduje się niepokojąco blisko mostka... No i oczywiście rozwalona ręka - boli w okolicach łokcia, rozharataną mam też część dłoni Jak widać jednak mogę pisać, więc pewnie tragedii nie ma. Po wstaniu umyłem się w kałuży, natomiast ciuchy wyglądały jak u żula. Do tego miałem tak ładnie odświeżony rower... Teraz nie wiem czy coś w nim nie poszło, choć wstępne oględziny i dalsza jazda nastroiły mnie pozytywnie. Pozytywna też była reakcja kierowców - dwa auta, ten za mną i z naprzeciwka, zatrzymały się, żeby zapytać czy wszystko w porządku. Nie chcę wiedzieć jak wyglądała ta moja gleba, skoro wywołałem takie zamieszanie.

Do domu dojechałem już bez przygód. I dopisuję te kilosy do dystansu ogólnego, bo dużo mnie kosztowały!!!

Komentarze (11)

Michuss - dzięki. Już odżywam :)

Jurek - akurat telefonem najmniej się przejąłem. Pierwsze co to szybki rekonesans roweru. Potem siebie :)

Trollking 20:34 środa, 7 czerwca 2017

Kiedyś słyszałem taki żart.
Kiedy człowiek się wywraca. Woli usłyszeć trzask łamanej się kości niż brzęk pękającej szyby smartfona !
Słowo , ciałem się stało ... ! :)

Jurek57 19:35 środa, 7 czerwca 2017

Co powiedzieć - współczuję :/

michuss 19:23 środa, 7 czerwca 2017

Mors - żaden tam błąd na błędzie, znalazłem jedno powtórzenie, już skasowane :) z tą kamerką to byś chciał, najlepiej jeszcze żeby nagranie było drastyczne, ha! :)

Bitels - dzięki. Tak, kamerki wcale mi nie brakowało, za to bałem się o telefon. Przeżył :)

Bobiko - i jeszcze tramwaj wodny :)

Trollking 18:49 środa, 7 czerwca 2017

Rower wodny trza kupić :D

bobiko 10:06 środa, 7 czerwca 2017

No to jednak nie piknie :(
Gdybyś miał jeszcze kamerkę, jak pisze Mors, to pewnie powiedziałbyś jak Nikoś Dyzma:
- Kaseta @#j, kamerki szkoda :(
Dobrze, że nic poważnego się nie stało.

Bitels 04:05 środa, 7 czerwca 2017

:O
Widać duże emocje, bo błąd na błędzie.;))

PS. szkoda, że nie jechałeś z włączoną kamerką. ;(

mors 22:09 wtorek, 6 czerwca 2017

Bitels - piknie było wcześniej :) dopisałem we wpisie to, co trafiło mnie później... :/

Mors - śpij spokojnie, poprawiłem, nie wiem skąd tam się wziął. Pewnie się zagadałem z jakimś ludziem i masz... :)

Lapec - ja mam na to jeden patent: słuchawki z dobrą muzą :)

Trollking 20:46 wtorek, 6 czerwca 2017

Hałasujący rower xD U mnie strzyka 6 i na kasecie. Miałem dość, wkurw, no drażni - wyleczyły mnie rajdy z "piknikami" którym wszystko strzyka i się nie przejmują :D

Lapec 18:25 wtorek, 6 czerwca 2017

Swietny pomysl i wykonanie, ale caly wpis psuje ten przecinek na koncu ostatniego zdania. ;p Jak nie poprawisz, to chyba nie zasne. :)

Gość spod lodu ;) 17:33 wtorek, 6 czerwca 2017

Jednym słowem:
Piknie :)

Bitels 17:03 wtorek, 6 czerwca 2017
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa ykowi

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]