Ciężkogłowie ;)
Zwlokłem się dopiero po jedenastej i nastawiłem na powolne, delikatne kręcenie. Na wszelki wypadek :) Udało się, nie ma co. Jedyne z czym chciałem zaryzykować to nowa wersja trasy "antyddr-kowej", po raz pierwszy wykonana od tyłu. Najpierw jednak zaległem na Starołęckiej, z której wydostanie się zajęło mi o wiele więcej z życia niż bym sobie tego życzył. Potem już przyjemniej minąłem Krzesiny, w Jaryszkach zakręciłem na Koninko, by znów pojawić się w Poznaniu na wysokości Głuszyny. Stamtąd do Daszewic, Wiórka, Rogalinka, Mosiny, Puszczykowa oraz Lubonia, gdzie... No właśnie. Przejechanie kilometra w centrum tego zadupia było koszmarem większym niż zazwyczaj. Dopiero na miejscu uświadomiłem sobie czemu - przecież jutro jest JEDEN dzień, gdy sklepy będą zamknięte, więc zaczęła się zakupowa sracz... rozwolnienie. Outlet, "galeria", market, dyskonty i inne tego typu przybytki były oblegane jakby po północy rozpoczynała się okupacja kraju, a zapasy trzeba zrobić co najmniej na rok do przodu. Cóż, Polska :) A tak w ogóle to tutejsze korki były koroną dzisiejszego wyjazdu, wykonanego w akompaniamencie solidnego wmorderindu. Na szczęście nie było za gorąco, uff uff uff. A i wspomnianych ddr-ek uniknąłem całkiem sporo, zaliczając jedynie bodajże trzy. Kolarzy mijałem około miliarda, może ciut mniej.
Zapomniałem podsumować rowerowy miesiąc maj. Nadrabiam - wykręciłem 1608 kilometrów, szosą i crossem po płaskim, ale i zaliczyłem kilka dni w górach na mtb. Średnia wyszła na poziomie 28,1 km/h, ale coraz mniej mnie to interesuje. Sam się sobie dziwię :)








