Człowiek (w razie wątpliwości: chodzi o mnie, bo jeszcze póki co chyba spełniam założenia gatunkowe, choć nie powiem, żebym był z tego dumny) sobie wstał wcześnie rano, zjadł na szybko śniadanie, w sumie poczuł się przyzwoicie, bo jeszcze nie było tak gorąco, wyniósł na dwór rower, stwierdził, że postara się pocisnąć i...
...stanął w korkach. Najpierw Poznań, potem Luboń (nie tylko światła, ale jakaś awaria TIR-a), następnie Komorniki, a gdy już miałem nadzieję, że koniec tych katuszy to jeszcze nastąpiła kumulacja przy zamkniętym przejeździe kolejowym w Palędziu, czerwone w Dąbrówce, już nie mówiąc o opalaniu się na zakorkowanym placu budowy w Plewiskach. A w międzyczasie wylądowałem na dobry kilometr za ciągnikiem. I jak to robić średnią? :)
Odpowiedź: nie robić. I powoli do tego dojrzewam, bo szkoda organów na przejmowanie się takimi pierdołami :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"