Bezgórnie
Prognoza pogody usłyszana dziś w radio: zgodnie z zapowiedziami nad Polskę dotarły chmury z przelotnymi opadami deszczu. Ponadto zrobiło się zimno.
To ten… :)
Na szczęście e okolicach Jeleniej nie padało, ale w zamian zaraz po porannym wyruszeniu zacząłem się zastanawiać czy nie wrócić i nie ubrać kolejnej porcji ciuchów. Jednak stwierdziłem, że twardym trza być, nie miętkim i z zamiaru zrezygnowałem. Za to postanowiłem zapodać sobie dziś w końcu mini hardkora – w mojej głowie zakwitła trasa całkiem konkretna jeśli chodzi o przewyższenia.
Niestety widoczność była praktycznie zerowa. Gdyby nie to, że ciut ciężej mi się kręciło to pod względem otoczenia czułbym się ja na nizinach. Brak więc grubszej fotorelacji, poza tym nie było kiedy jej wykonać, bo albo sapałem jadąc pod górę, albo trzymałem panicznie kierownicę podczas zjazdów serpentynami (dzisiejszy Vmax – 61,5 km/h, biorąc uwagę stan mojego roweru oznaczało to turbulencje jak w tupolewie).
Najpierw skierowałem się do jeleniogórskiego Sobieszowa.

Tam uwieczniłem pięknie górujący nad Jelenią zamek Chojnik. Swego czasu, gdy chodziłem tu do podstawówki wbiegaliśmy nań na WF-ie i jakoś nie zastanawiało mnie, kto wpadł na tak abstrakcyjny pomysł, żeby zbudować ten klocek tam, gdzie stoi do dziś :)

Od tego momentu nastąpiła ośmiokilometrowa orka, czyli podjazd przez Jagniątków do Michałowic. Tematu nie będę rozwijał, bo wstyd :)

Za to na górze czekałaby nagroda w postaci fajnego widoku, ale nie czekała, bo po pierwsze ktoś skasował góry, a po drugie wyciął znaczną ilość drzew.

Za osiem kilometrów w górę otrzymałem tylko cztery w dół (ciekawostka), bo tyle było do Piechowic. Potem, żeby mi nie było nudno, zacząłem kręcić znów pod górę, do Szklarskiej Poręby Górnej.

Tu też nie było sprawiedliwości, bo wspinałem się przez ponad siedem, a zjeżdżałem pięć :)
Końcówka to już walka z wiatrem na osłoniętych przestrzeniach Trasy Czeskiej i odcinka między Cieplicami a centrum. Generalnie wyjazd bez historii, za to nie zmokłem, a i o dziwo nie zmarzłem, szczególnie podczas jazdy pod dzisiejsze dwie solidne góry. A w sumie to nawet było mi momentami ciut za ciepło, zupełnie nie mam pomysłu czemu :)








