Generalnie, biorąc pod uwagę kierunek wiatru, pojechałbym dziś gdzie indziej. Ale że doszły mnie słuchy o kolejnej odsłonie wycieczki organizowanej przez Kórnickie Bractwo Rowerowe, w której oczywiście z powodu innych planów wziąć nie mogłem, to... postanowiłem zajrzeć :) A w sumie to chciałem się przywitać z jednym, znanym do tej pory jedynie ze słowa pisanego, bikestatsowiczem.
Plan był wycyrklowany zupełnie jak nie u mnie. Ruszyłem kilkanaście minut po dziewiątej, przez Starołęcką, Krzesiny, Gądki, Robakowo, Szczodrzykowo, Dziećmierowo, by finalnie pojawić się kwadrans po dziesiątej, czyli piętnaście minut przed startem, na kórnickim Rynku. Zapełnionym uradowanymi rowerzystami, kreującymi zupełnie inny klimat niż "zawodowcy bez zawodu" na większych imprezach. Oczywiście w tłumie nie było szansy znaleźć znajomej twarzy, bo wszyscy czekali już w pełnym rynsztunku. Miałem już się zwijać, gdy nagle zagadał mnie jeden z (jak się okazało) forumowiczów (do teraz nie wiem kto), którego zapytałem czy wie może, gdzie jest Bitels, który przyjechał tu specjalnie z Łodzi. Jak się okazało stał... ze dwa metry ode mnie. Chwila sympatycznej rozmowy i musiałem się zwijać, bo w perspektywie miałem po południu wypad na mecz. Miło było poznać, panie Bitels! ;)
Wracałem przez Świątniki, Rogalin, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń.
Mijałem się z dosłownie dziesiątkami kolarzy, w tym z jednym, który
uświadomił mi wreszcie, jak się robi stravove KOM-y lub kosmiczne średnie :) Wystarczy mieć...
zaprzyjaźnionego motocyklistę, który nas pociągnie przez całą trasę, a szczególnie pod wiatr. Taką oto parkę dziś zaobserwowałem. Łapy opadają :)
Wpis dodaję na szybko, więc sorry za ewentualne błędy. W końcu jestem zalatany, czytaj: mam wolną niedzielę :)
Dariusz - jak będziesz bogaty to jak na moje możesz kręcić tym Ferrari, do którego dołożą w gratisie jakąś karbonową szosę, z którą nie będziesz miał co zrobić, więc ja ją przygarnę i będę zdobywał KOMy :)
Michuss - jak widzę patent był znany już wcześniej :) mnie zawsze zadziwiały te średnie na odcinku, gdzie np. 30 km/h pod górkę wymaga rzeźniczego wysiłku, a tymczasem na Stravie 50 km/h jest słabym wynikiem :)
Elizium - no szkoda :( Pewnie się mijaliśmy, bo wpadłem na chwilę i zagubiony kręciłem się chwilę po rynku w wyjątkowo rezerwowym, czerwonym stroju, a widząc tłumy po prostu zgłupiałem :) Pewnie byłeś w "ławkowej" grupie w strojach Bractwa (btw - całkiem fajne), niedaleko ławeczki Straży Miejskiej. Tak sądzę :) pozdrawiam! :)
Hehe, od razu skojarzenie z okołoszczecińskimi, popularnymi segmentami, gdzie jedna ze zdobywczyń "koronki" wprost przyznaje, że jeździ za samochodem, bo i inni to robią. Dlatego KOMy wg mnie nie są tak wiele warte jak PRy, bo przynajmniej te są w jakimś stopniu miarodajne ;)
Fajny pomysł na wypad, a spotkanie z innym BSowiczem zawsze w cenie ;)
Walery - a jest jakiś legendarny wielkopolski spryt? :) a kombinowanie, żeby nie zrobić, a zarobić to narodowy sport. Choć w przypadku najwybitniejszych jednostek w tej tematyce słowo "myślenie" jest nadużyciem - to instynkt :)
Bitels - ja też nie do końca się spodziewałem, że przyjadę. Ale sam siebie zaskoczyłem :) mam nadzieję, że wycieczka się udała! :) no i pozdrów proszę Easyridera! I zapraszam! :)
Jurek - ko-ko-ko-nsekwetnie się w tym temacie będę zawsze zgadzał :)
Serdeczne dzięki za miłą niespodziankę. nie spodziewałem się, że przyjedziesz do Kórnika. Kolega, którego pytałeś o mnie to Easyrider. Gwarantuję, że przyjadę do Poznania i pogadamy dłużej. Jeszcze raz dziękuję :)
Niezły trik z tym motocyklem jako holownikiem :) Kiedyś miałem nieprzyjemność pracować w Niemczech z niejakimi krzyżakami z okolic Włocławka, Świecia ( tak ich określę, choć nie jest to do końca precyzyjne) Poświęcali większość czasu pracy na kombinowanie jak by tu się nie narobić ;) To musiało być męczące :) To o czym piszesz, sprawia wrażenie legendarnego wielkopolskiego sprytu ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"