Komisja T.
Gnoiło tak jak wczoraj, czyli nie będę pisał znów na ten temat elaboratów. Za to upał się zrobił jeszcze większy, całe pięć stopni. Ale chociaż na plusie :) Ruszyłem najpierw przez miasto, ale w związku z tym, że już znudziły mi się kursy przez Golęcin to postanowiłem wykonać kolejny szturm na Kaponierę. Gdy tam dotarłem przez zakorkowaną Głogowską poczułem się wreszcie jak swój - powoli zaczynam ogarniać o co tam kaman, a co najdziwniejsze - ma to nawet ręce i nogi. Pasy dla rowerów są połączone ze śluzami, nie ma za dużo koszmarnych pauz... Jeszcze jakieś dwa tysiące lat i uznam, że warto było czekać zaledwie pięć na remont jednego ronda.
Chwilę po minięciu punktu zero wpadłem na najbardziej debilny pomysł roku. A mianowicie ruszyłem sobie rowerową trasą wzdłuż Pestki, czyli ulicą Mieszka I. Koleś mi już podpadł dając cztery litery i zgadzając się na chrystianizację, a za ten DDR-kowy koszmar jest skreślony na zawsze. Ostatni raz jechałem tędy dobre osiem lat temu, gdy mieszkałem na Piątkowie i codziennie rano na mtb kursowałem do roboty, Co się zmieniło od tej pory? Kostka - jest jej jeszcze bardziej do dupy, za to jej ubytki zostały uzupełnione przez imponujące dziury i takie same krawężniki. Nigdy więcej.
Jakoś dotarłem do Obornickiej - na piętnastym kilometrze byłem zmasakrowany jak po dwustu. Średnią miałem bliską zeru, trzeba było więc nadrobić - ruszyłem więc przez Suchy Las do Złotkowa, gdzie skręciłem w kierunku Soboty, a następnie Rokietnicy. Powrót to zaliczenie Starzyn, Kiekrza, Smochowic, Ogrodów, Bułgarskiej, Górczyna i do domu. Generalnie jeśli chodzi o dzisiejsze relacje z kierowcami to tragedii nie było, prócz jednego wyjątku - na wąskiej ulicy Słupskiej pewien troglo wyprzedzał traktor. Najpierw wychylił się, żeby zobaczyć czy nic nie jedzie z naprzeciwka. Jechałem ja. Więc... zaczął wyprzedzać. Finalnie musiałem się praktycznie zatrzymać, żeby nie zostać placuszkiem drogowym, ale zdążyłem jeszcze uświadomić mistrzowi kierownicy, cytując tekst motywujący z Football Managera, co sądzę o cnocie jego matki.
Jeszcze chwilę o wietrze. Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że gdy jechałem na północ to wiał z północy, jak skręciłem na zachód to z zachodu, a gdy już miałem nadzieję na wyluzowanie - zmienił kierunek na południowo-zachodni. Co najmniej 70% ZUA. Generalnie to w celu wyjaśnienia owego owego fenomenu powoli zabierałem się do zwołania jakieś Komisji Trollkingiewicza i już, już miałem zacząć znęcać się nad parówkami, żeby wykluczyć jakiś wewnętrzny defekt w mojej głowie, gdy nagle wczoraj, przeglądając BS, trafiłem na taki oto cytat niezależnego eksperta aż ze Śląska, który niedawno nawiedził WLKP:
"Dwa tripy i zaś wiatr xD jak rany co z tym Poznaniem? Gdzie nie pojedziesz tam wieje xD" - cyt. za Lapec.
Święte słowa... :) Czyli jednak nie zamkną mnie w pomieszczeniu bez klamek. Póki co :) Chyba że zacznę analizować dzisiejszą średnią...








