Świat wraca do normalnych, sprawdzonych od dawna patentów. W sumie fajnie, szkoda jedynie, że oznaczają one jedno - mój wolny dzień = deszcz. Jeśli więc ktoś planuje jakieś konkretniejsze eskapady to chętnie udostępnię swój grafik :)
Dziś było nie inaczej - wstałem nawet dość wcześnie, ubrałem się w strój rowerowy i w tym momencie lunęło. Jako że w planach miałem podskoczenie po południu do Teściowej po wykonaną specjalnie dla nas wałówę, lekko owe plany zmodyfikowałem i poszedłem po śniadaniu, pokonując te łącznie siedem kilometrów spacerkiem, w drodze powrotnej stukając słoikami jak pierwszoroczniak z Wyższej Szkoły Gotowania na Parze wracający od rodziny w niedzielę wieczorem.
Gdy wypiłem drugą tego dnia kawkę zauważyłem, że zaczyna się wypogadzać. Cud jakiś. Otrzymałem warunkową zgodę od Cenntrali na wyjazd, więc nie zwlekałem :) Krótko zastanawiałem się jedynie, który rower wybrać i finalnie padło na szosę, bo była ciut bardziej usyfiona. Polecam się jako fachowy doradca w takich sytuacjach :) Wiało z północy, więc zacząłem przepychać się przez miasto, wolno mijając Górczyn, Grunwald, by przez Golęcin wydostać się na bardziej przejezdne tereny, czyli Strzeszyn oraz Kiekrz. Tam skręt na Rokietnicę i Mrowino, nawrotka na Napachanie i... W tym momencie znów zaczęło lać i nie przestało aż do mety. Minerałów łyknąłem za wszelkie czasy, poczułem to ulubione przez każdego rowerzystę chlapanie w butach, a z kasku mogłem doprowadzić sobie rurkę do ust i w ten sposób uzupełniać braki w nawodnieniu.
Wróciłem przez Chyby i Baranowo, a w Przeźmierowie zapragnąłem być sprytniejszy niż ustawa przewiduje, chcąc jednocześnie lekko skrócić trasę oraz ominąć tamtejszą gównianą DDR-kę. Radośnie skręciłem w jedną z bocznych odnóg DK92, będąc pewnym, że wyjadę na wysokości Toru Poznań, bo tak wskazywała logika. Okazało się, że w Przeźmierowie mają inną, przez co wylądowałem.... na gównianej DDR-ce. Brawo ja. Brawo też moje koła, że wytrzymały konfrontację z taką ilością krawężników.
Na granicy Poznania i Plewisk obowiązkowo postałem sobie jeszcze na przejeździe kolejowym (tym razem nie dało się dostać nagłego ataku jaskry w tematyce sygnalizacji, bo szlaban dawno już był zamknięty. Spryciule jedne), a już w domu wielką radość z mojego przybycia wyraziła pralka, jak zwykle głodna. Nażarła się dziś dwukrotnie, bo nie tylko strój, ale i buty można było wyżymać.
Komentarze (14)
Bym rzucił, ale nie mam pięćsetki w jednym banknocie (nie, nie mogę rzucić nominałami, które w sumie dadzą równowartość) ;) poza tym moooooże tam jeden przepis kiedyś złamałem, ale był on źle skonstruowany :)
Pochwalam i takie jest moje zdanie. A że nie korzystam, łamiąc przy tym przepisy - to już inna broszka. Niech rzuci we mnie nową pięćsetką ten, kto nie złamał nigdy żadnego przepisu ruchu drogowego ;-)
"Klasyczna wersja "słoika" przewiduje dostawę z domu rodzinnego znajdującego się w innym mieście" - widzę że przeczytałeś regulamin konkursu. Brawo!!! Wiem że w tym nie uczestniczysz. Najpierw są kwalifikacje hehe.
Ja celuję w "Piękni i bogaci". Poczta pantoflowa mi doniosła, że nie mam konkurencji ;-)
Co do pierwszego akapitu - nie wierzę własnym oczom :) "A ja pochwalam tworzenie ścieżek rowerowych" - czy to naprawdę Ty napisałeś? Może Ciebie ktoś porwał i kazał to wystukać z pistoletem przystawionym do skroni? Jeśli nie możesz powiedzieć to kliknij trzy razy na klawiaturze w "page up" i cztery razy w "scroll lock". Będę wiedział, że należy poinformować odpowiednie służby :)
A na poważnie - już kilka razy proponowałem mój patent: jeśli już muszą być takie ścieżki (i chodzi mi o te kostkowe, nowo budowane asfaltowe są już częściowo ok) to niech będą oznaczone jako droga dla pieszych z tabliczką "dopuszczony ruch rowerowy". My mamy spokój, emeryci, renciści i przedszkolaki czują się bezpiecznie, wszyscy są happy.
Klasyczna wersja "słoika" przewiduje dostawę z domu rodzinnego znajdującego się w innym mieście, a nie tak jak tu, z Wildy na Dębiec ;) poza tym nie mam zamiaru brać udziału w żadnym konkursie :)
A ja pochwalam tworzenie ścieżek rowerowych, mimo iż z nich prawie nie korzystam. Pamiętajcie że z nich korzystają osoby starsze, mniej otrzaskane z ruchem drogowym, dzieciaki itp. Wy patrzycie na nie z perspektywy weteranów rowerowych, którzy z niejednego łańcucha smar po twarzy sobie rozsmarowali. Nie bardzo widzę chęć wysłania dziecka przez rodzica do szkoły rowerem po ruchliwej ulicy. Ścieżką owszem. Zatem swój głos obiektywnie oddaję na TAK.
"Jako że w planach miałem podskoczenie po południu do Teściowej po wykonaną specjalnie dla nas wałówę" - czyżby rozgrzewka przed zapisami do kolejnej edycji szalenie pasjonującego programu "SŁOIKI" ;-)? Pamiętaj tylko, że do finału dochodzą tylko mięsożercy hehe.
Grigor - o kurde, czego to ja się doczekałem.. czytania moich wypocin na głos... przerażające :) ale... dziękuję ;)
Jurek - oczywiście, że masz rację z tym "spychaniem" do enklaw. Jednak jeśli już coś jest zaczęte źle to pozostaje jedynie łatać dziury i stopniowo dodawać innowacje. Aktualny prezydent - co chyba musisz mu przyznać - nie boi się stawiać na komunikację miejską wzmacnianą choćby taksówkami, kosztem odpuszkowania miasta. Do tego powstają pasy rowerowe, choćby te w samym centrum. Wyłączane są też stopniowo światła na przejściach i niektórych skrzyżowaniach - finalnie jest to na plus dla płynności ruchu i pieszych, i samochodów. Powoli pojawiają się w końcu patenty sprawdzone w cywilizowanych krajach.
Mors - też nie wiem. to literówka :) Pisanie w pośpiechu ma takie konsekwencje ;)
Robienie ścieżek rowerowych w centrach miast. Zwłaszcza takich jak Poznań mija się z celem. Po pierwsze. Zabudowa na to nie pozwala. Zawsze się to kończy tym że trzeba komuś "zabrać". Albo pieszym albo samochodom. Rowerem można jeździć po ulicach spokojnie pod warunkiem że są bezpieczne , czytaj równe !!! Że wymusi się od użytkowników (tych na rowerach i tych w autach) przestrzegania zasad. Spychanie rowerzystów na osobne enklawy a zostawianie kierowcą dróg na ich wyłączność powoduje że kiedy już jedni i drudzy w centrach miast muszą jeździć obok siebie to nikt nikomu nie ufa. Te "białe rowery" są tego najlepszym (niestety najgorszym) przykładem.
Walery - dziękuję za współczucie :) ja w ZG przez jakiś okres mieszkałem przy dawnym WSP, więc pamiętam, że było bosssko z wyjazdami. Co do samego Poznania to powoli dzieje się lepiej, bo prezydent jest ostro walnięty w temacie roweru, ale poprzednik zostawił po sobie taki gnój, że głowa mała. A i tak nawet to jest pikuś przy tym, co dzieje się na zadupiach... większość moich tras jest tak skonstruowana, żeby omijać "udogodnienia" dla rowerzystów :)
Gdy czytam Twoje wpisy o przygodach na chodnikach rowerowych, cieszę się, że mieszkam na obrzeżach miasta i właściwie, jadąc w każdym kierunku, mogę ominąć centrum. Faktem jest też to, że w Zielonej Górze nie ma aż tyle śmieszek, co w Wielkopolsce :) Cieszę się i jednocześnie współczuję :/ Na wąskim kole nie jest lekko w dużym mieście...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"