Ta moja majówka wygląda jak szwajcarski ser. Pierwszego maja wolne, drugiego w pracy, dziś znów wolne. Dobrze przynajmniej, że nie odwrotnie :) Jednak możliwość wyspania się wciąga niczym chodzenie po bagnach, więc już się uzależniłem.
Chwilę przedtem, zanim ruszyłem zawiesił mi się telefon i nawet moje umiejętności dogadywania się z tego typu sprzętami nie pomogły. Na szczęście akurat komórek u mnie dostatek, więc odkurzyłem jakiś szrot, który o dziwo całkiem sprawnie się sprawdził na trasie, rejestrując ją nawet lepiej niż to, co używam na co dzień. Ciekawostka. Tak samo jak rower, który wybrałem dziś do jazdy - mimo, że nie padało to padło na crossa. Czemu? Bo w szosie wczoraj pękła mi szprycha, a moja rowerowa ciężarówka jest w zadziwiająco dobrym, odrestaurowanym stanie. Ma hamulce i nawet przerzutki działają, co w jej przypadku nie zdarzyło się od niepamiętnych czasów :) Więc decyzja była logiczne nielogiczna, bo z kolei na jeden dzień przestało mocno wiać, ale nie żałuję.
Moją metą były dziś okolice Puszczy Wierzonka - dotarłem do niej przez świątecznie rozkorkowany Poznań, następnie Koziegłowy, Kicin, Mielno, Wierzonkę, dokręciłem do Karłowic i tam zawróciłem, lekko jedynie modyfikując drogę powrotną o Wartostradę. Jechało się naprawdę sympatycznie, mimo pochmurnej aury, było zielono, pagórkowato i zadziwiająco spokojnie. W Koziegłowach znalazłem taki oto transparent: No nie dla Lecha. Ale przekaz dnia (zresztą wczorajszego) dotarł pewne w międzyczasie, bo gdy wracałem autorzy-eksperci od wróżenia z fusów zlikwidowali to prześcieradło. Albo ja nie przyuważyłem, może wciąż kuło w oczy po pewnym blamażu :) Ostatnim zdjęciem, które dziś wykonałem było "nic nowego" ze Śródki, bo ile razy widzę ów mural to nie mogę się nie zatrzymać. Reszta to screeny z kamerki, którą dziś zabrałem dla funu. Dzięki temu mam udokumentowaną "nową" Gdyńską, więc może kiedyś w przypływie wolnego czasu obrobię nagranie i zmontuję. Bo mimo, że jest całkiem dobrze, abstrakcji nie brakuje - ostre skręty i zakazy jazdy rowerem przy przedłużeniu.... DDR-ki. Polska ;) Mam też dowód na to, że stereotypy na temat tego, że stereotypy na temat kierowców BMW to stereotypy, nie są tylko stereotypami. Czy jakoś tak :) On naprawdę wykonał widoczny tu manewr... Już przed samym domem pokręciłem się jeszcze chwilę po Lasku Dębińskim, co w związku z dzisiejszą datą nie było najlepszą decyzją. A już na pewno nie komfortową :) Ale w sumie - dobrze się dziś bawiłem. Jechałem na luzie, bez spiny i ciesząc się z odzyskania prawie całkowicie sprawnego crossa. Pewnie i tak niedługo go usyfię :) A w ogóle to jutro ma cały dzień padać, więc szykuje się przerwa. Aha, telefon ożywiłem hardresetem, który w końcu raczył zadziałać.
Komentarze (11)
Herezja czy nie - zapamiętać trzeba, nie musisz dziękować :)
Generalnie logicznie kumam, że nie ma przecinka jeśli "mimo że" jest zdaniem podrzędnym, ale czemu nie ma przecinka jeśli od tego wyrażenia zaczyna się zdanie - za cholerę nie wiem :)
Tradycyjnie już, moja logika to antagonizm Twojej: bezprzecinkowe "mimo że" mi zawsze odpowiada, za to Twój wykład o liczebnikach odebrałem jako herezję. ;)
Ano jest jeszcze jeden i niech będzie :) Tam akurat brak logiki językowej jest wyraźny, ale niestety zgodny z zasadami - przecinka być nie powinno, choć intuicyjnie być powinien :) Jak to w polskiej interpunkcji :)
A jak tam Twoja odmiana liczebników? Lekcje odrobione? :)
Tu masz rację, ale tylko z przecinkiem przed "że" - wszystko przez myślnik, który myli człowieka :) w każdym razie zostawiam, mimo że nie powinienem :)
Mors - crossem to ja bym może żuki z małej litery powyprzedzać :) dawaj te błędne przecinki w zdaniach podrzędnie złożonych, poprawię jeśli masz rację. Musisz jedynie wskazać :)
Dariusz - też lubię. I w sumie dawno nie widziałem. Ostatnio jako bachor :) mecz miał... ciekawą końcówkę :) a ja dziś przez deszcz sobie odpocząłem... :/
Ja tam nie miałem, a nawet ich lubię :) samochód jak samochód (generalnie brzydki), ale blachy polskie, pysk też jakoś mi pasował do rodzimego użytkownika :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"