Na początek pozytyw - wiatr się trochę uspokoił. Stop. Koniec pozytywów na dziś :)
Negatywem zaś wciąż pozostaje jego kierunek, czyli północny, z jakimiś dziwnymi bocznymi inklinacjami, głównie ze wschodu. Nie było wyjścia, bo wewnętrznego imperatywu nie przeskoczę - znów musiałem kręcić przez calutkie miasto, z południa na północ. A skoro już się na to zdecydowałem to ponownie podszedłem do rozwikłania zagadnienia od jakiegoś czasu nurtującego mieszkańców Poznania, czyli "o co chodzi z tym ruchem na Kaponierze". Przez Glogowską dopełzłem do wspomnianego, remontowanego przez zaledwie pięć lat ronda, by oczywiście sugerując się pasami rowerowymi nagle znaleźć się zupełnie nie tam, gdzie chciałem. A wręcz przeciwnie :) Kilka nawrotek, zakrętasów i tym podobnych manewrów i jakoś udało się znaleźć po drugiej stronie. A ja wciąż mało z tego kumam.
Przy okazji cyknąłem fotę wykańczanego już powoli nowego Bałtyku. Przyznam, że nieźle się prezentuje, szczególnie na tle starej targowej iglicy, wpasowany w klocek Sheratona. No i podobno będzie (lub może już jest) na nim punkt widokowy na miasto. Dalsze przepychanie się przez Piątkowo i Morasko to jak zwykle mordęga. Odżyłem dopiero w Radojewie, gdzie zrobił się luz i można było się rozpędzić, ale się nie dało, bo wiało :) Za to ładnie zaczęło się zielenić w tych "górskich" terenach. Dotarłem do Biedruska, gdzie zawróciłem, jednak najpierw z ciekawością poobserwowałem sobie manewry jakieś kobiety za kółkiem, z telefonem przy uchu i zagubieniem w oczach. Kręciła się w tę i z powrotem, blokując ulice i pobliskie uliczki. Z twarzy przypomniała mi Beatę Szydło (co już samo w sobie trochę tłumaczy), ale to może już tylko moja psychika szwankuje po ponad roku aktualnych rządów :)
Powrót to kopia pierwszej połowy. Zanim dojechałem do miasta to z lekkim niepokojem obserwowałem dziwne wykopy po prawej stronie drogi między Biedruskiem a Poznaniem. Zbyt mi się kojarzyły z jednym, więc gdy tylko zobaczyłem ekipę robotników krzyknąłem: - Co tu będzie? - A ścieżka! - Rowerowa? - Rowerowa! - Aaaa.... - tu moje napięcie sięgnęło zenitu - a z asfaltu? - Z asfatu! - Super! - Super!
Ulżyło mi :) Następnie wjechałem w miejską dżunglę, która zabrała mi przez stanie w korkach i na światłach dwadzieścia dodatkowych minut z czasu, którego nie miałem. No i pewnie nawet czary by mi nie pomogły w dostaniu się do domu, choć w sumie miałem kogo zapytać :)
Komentarze (15)
Ale jeśli pokazuje absurdy i z nimi walczy to już jest coś.
Nie znam całości, bo tego jest od cholery dużo, kliknąłem kilka i było to w miarę sensowne. O ogóle nie mogę się wypowiadać.
Dariusz - no cóż, wiem, że ta informacja mogła Cię zszokować, bo w końcu 15 lat od zamknięcia jest niczym wobec wieczności :) ale masz nauczkę, żeby nie kupować biletów w przedsprzedaży :)
Nie no, tak codziennie się nie przeciskam, jak wieje z południa to mam spokojniejsze życie. Choć w sumie Luboń bywa czasem gorszy niż centrum Poznania :)
Ten Bałtyk przynajmniej się wyróżnia na tle gównianych galerii, chlebaków, Posranii etc. Przynajmniej jest w tym jakaś oryginalna myśl względem bryły, a nie ctr-c+ctrl-v.
Fajnie, że powstają nowe budynki w Poznaniu, miasto się rozwija, choć mi ten nowy bałtyk nie wpada w oko. Podziwiam Cię, za te codzienne przeciskanie się przez miasto.
Jurek - już zakryłem, jak widać pełna profeska, hehe :) wdzięczna może być właścicielka, bo kobieta była za kierownicą :) choć raczej nie ma za co, bo mój blożek jest zdeka niszowy.
Ania - zgadza się. No ale jak widać nawet czarownice korków nie pokonają :)
Wydaje mi się że nie ma co zakrywać. To jest taksówka która świadczy usługi publicznie. Jest tam też nr boczny. Myślę że że właściciel nawet będzie Tobie wdzięczny ! Bo to darmowa reklama !!! :)
W sumie, zapomniałem o tym. Tym razem wyjątkowo nie mam pretensji do kierowcy o zachowanie, nikogo nie oczerniam, więc niekoniecznie jest po co zamazywać. Z tym, że w naszym kraju nic nie wiadomo, więc na wszelki wypadek... zrobione :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"