Z ręką na sercu - byłem dziś bliski stwierdzenia, że wiatr odpuścił. Gdy kręciłem sobie pierwszą połowę trasy nawet ze zdziwieniem odnotowałem, iż jedzie mi się całkiem przyjemnie i już miałem chrapkę na jakiś godny finalny wynik. Próżna nadzieja, daremny trud - okazało się, że cudów nie ma, a po prostu pomyliły się solidarnie cztery odwiedzone przeze mnie prognozy pogody co do kierunku podmuchów. Tym samym okazało się, że gdy już dotarłem przez Plewiska, Rosnowo, Chomęcice oraz Konarzewo do Trzcielina i zacząłem zawracać przez Dopiewo, Palędzie oraz Plewiska do domu to dopiero zaczęło wiać mi w pysk oraz z boku, zamiast jak dotychczas - tylko z boku. A że czynione to było o sile co najmniej umiarkowanej to... nic nowego u mnie się nie wydarzyło :)
Oczom mym, zaraz za Dopiewcem, ukazał się dziś kolejny przykład polskiej, dumnej, znanej w całej Europie, szkoły jazdy, czerpiącej garściami z tradycji husarii. Ostatnio smaczków znajduję coraz więcej, ale powoli kończą mi się pomysły na wyjaśnianie - jak to jest możliwe. Tak szczerze to chyba wolałbym zajmować się rozwikłaniem zagadki megalitu ze Stonehenge. Choć przyciemnione tylne szyby oraz długa prosta pozwalają mi wysnuć pewne domysły :)
Komentarze (2)
Sugerujesz, że to zabawy z broną? :) coś mi się nie wydaje ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"