Skromny zarówno posturą, jak i
nieskomplikowany jeśli chodzi o wewnętrzną głębię.
Dzielnie chronił moje tyły.
Zapewniał bezpieczeństwo.
Nie marudził i bez szemrania spełnił
swoje zadanie.
Cześć i chwała mojemu szosowemu
tylnemu błotnikowi! :)
Przed pracą ruszyłem bowiem na swój
pięćdziesięciokilometrowy objazd trasą "kondomikową" z Poznania przez Stęszew, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń, spodziewając się chmurek i
może jakichś tam pojedynczych kropelek. Tymczasem – jak na
załączonym obrazku. To, że wiało silnie od momentu wyjazdu nie jest warte nawet ostatnimi dniami wspominania. Ale to, że zaczęło lekko padać na dziesiątym kilometrze, a po kolejnych dziesięciu nastąpiło oberwanie chmury już jest. No ale przecież przez deszcz bym się nie wycofał. Kto jak kto, ale nie ja.
No dobra, wycofałbym się, ale w połowie drogi i tak nie miało to sensu :)
Dopłynąłem do domu chlupiąc butami, wolniutko, ale za to cztery litery mając w miarę suche. Tym samym dziękuję mojemu błotnikowi, który zresztą był prezentem od znajomego. Jest to - w przeciwieństwie do hołubionych jakoś teraz na dniach przez prawicę Żołnierzy Wyklętych - bohaterski twór o zapędach całkowicie pacyfistycznych. Nie morduje, nawet nie gwałci - zupełna antyteza wyżej wymienionych. Taki oto mój Błotnik Przypięty :)
Znalazłem dziś zakaz wjazdu w/na/pod (?) drzewa. Nie do końca rozumiem jego ideę. ale w tym kraju coraz mniej rozumiem :)
Komentarze (22)
Ja? W życiu. Od tego mamy odpowiednich klakierów w "centrali" :)
Być może nie pisałeś (a być może wyczyściłeś kompromitujące Cię materiały :) ) - natomiast wybrnąć wciąż mogę: "wczoraj" ma też znaczenie metaforyczne. :D:D
"Teraz pacyfista, a jeszcze wczoraj "zaciskał pięści" (na drzewościnków, bodajże)".
Pisałeś.
Bo jak nie to tylko mogłeś odnieść się do komentarzy. A jak tam nic nie było to już tylko Twoje insynuacje, bo innego sposobu na sprawdzenie tego czy zaciskałem pięści już nie masz :)
Masakra. ;p Te które stoją, to mijasz,więc Cię dotyczą. A ten, który zamocujesz po minięciu słupka, już Cię nie dotyczy, bo jak mijałeś słupek to go tam nie było. ;ppp
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"