Glut ukośny
Dziś natomiast zdecydowanie nie czułem mięty nie tylko do jazdy, ale nawet do wyściubienia nosa za drzwi. Przelotny, choć niewielki opad nie był problemem, w przeciwieństwie do wiatru, który po raz kolejny starał się stanowczo zbyt intensywnie testować moją cierpliwość. Zacisnąłem jednak zęby (przy okazji - zaczyna mnie boleć górna piątka) i ruszyłem crossem przed pracą choć na minimalny (g)lutowy dystans. Oj ciężka to była misja. Pierwsza połowa trasy, z Poznania przez Plewiska do Skórzewa i ronda przed Dąbrówką to nawet nie jazda. To błagalna ateistyczna modlitwa o poruszanie się do przodu, a nie tak jak dziś byłoby wygodniej, na wstecznym. W każdym razie do momentu nawrotu na liczniku miałem zawrotną wartość 22,5 km/h. Oł je :)
Powrót przez Gołuski był zdecydowanie przyjemniejszy, przynajmniej w znacznej jego części. Choć przy zjeździe z wiaduktu na serwisówce przy S11 w pewnym momencie moja pozycja wyglądała z grubsza tak: "\". Po chwili już prawie tak: "-". Na szczęście udało się wrócić do: "I" :)
Ulica Czechosłowacka kawałek przed Górczynem wyłysiała. Podobnie jak moje do tej pory wybitnie zielone osiedle. O chorej wycince w całej Polsce napisano już wiele, więc wałkować tematu nawet mi się nie chce - wkurza mnie jedynie, że z powodu kretyńskiej ustawy wymyślonej przez tych gnoi inne gnoje śmiejąc się ludziom, którzy tak jak ja doceniają kawałki zieleni w mieście, w pysk, robiąc mi pustynię z krajobrazu, który tak sobie ceniłem. Ręce opadają. Albo inaczej - zaciskają się w pięści. A jeszcze w pakieciku wyczytałem dziś takiego oto NEWSA. Ja bym poszedł dalej - zakażmy jazdy na rowerach w ogóle! Wystarczy przeprowadzić sondaż wśród samych kierowców z pytaniem czy życzą sobie obecności cyklistów na drogach i pojawi się niezbity argument spod szyldu "lud tak chciał".








