Żeby nie było niedomówień –
mżalny, nie mszalny :) Zgodnie z planem minimalnym założonym
wczoraj jedyne co udało mi się dziś wykręcić to właśnie kolejny
około trzydziestokilometrowy glut, początkowo w umiarkowanych
warunkach, a od połowy drogi w mżawce przechodzącej w deszcz. No
cóż, na szczęście nie dożyliśmy jeszcze czasów, w których
święta są zgodne z linią rządzącej partii, czyli polskie, czyste i białe,
więc miną one pod znakiem opadów.
Trasa: Dębiec – Luboń – Wiry –
Komorniki – Szreniawa – Rosnowo – Komorniki – Plewiska –
Poznań. W którym, w tym samym miejscu co poprzedniej niedzieli, na
odcinku Głogowskiej wzdłuż Szachtów usłyszałem klakson. Może
nawet od tego samego osobnika, prawdopodobnie myślącego, że jak
jakaś droga prowadzi nad autostradą, mimo że nie ma z nią nic
wspólnego, jest jakimś jej przedłużeniem... Nie ma to jak
nastrojowa atmosfera. Ale przynajmniej gardło mogłem rozgrzać :)
Po powrocie szybko na krótko do pracy,
dziś na szczęście tylko na kilka godzin. A tu przedwigilijny sort
Polaków (wymieszanych z naszymi wschodnimi sąsiadami) – od samego oddechu znacznego (dosłownie) procenta z nich
mam obawy czy w razie kontroli nie będę pod wpływem :) Do tego
klasyczne „wiepancomamtakiproblem”-y w ilościach hurtowych. Na
szczęście przede mną dwa dni bez ludzkości „zewnętrznej”...
potrzebuję tego.
Wesołych świąt życzę! Niech wierzący przeżyją je tak, jak powinni i pamiętają, że bycie miłym dla siebie powinno być codziennością. Ateiści niech się skupią nad tym, że bycie dobrym, a nie gnojem dla drugiego jest podstawą bycia człowiekiem przyzwoitym (też na co dzień). Kicz tych kilku dni minie, pozostanie codzienne życie, tylko że bez etykietki sztucznej miłości dla bliźniego. Pamiętajmy o tym i nie niszczmy innych.
Mało optymistycznie? Ups, to przecież tylko święta :)
A tymczasem, jak co roku... niezawodny w trudnych tematach Hasiok.
Komentarze (19)
Kończę w tym wpisie, a nie na całe życie :) a cytat to nie własna opinia :)
Nacjonalizm - uznawanie pojęcia narodu za najważniejszy w stosunkach społeczno-politycznych (z tego co pamiętam, dawno to było). Jak tam Telewizja Narodowa się trzyma?
Demokracja - zawiera swoje procedury, do których trzeba się stosować, nie szukając okazji do zamieniania jej w dyktaturę większości. Co tam u prezydenta?
"Tyle masz do SLD co ja do PISu ;p ;)". Naprawdę uważasz, że PiS jest bandą aparatczyków, ludzi bez idei, do tego z idiotami u sterów??? Czekałem i się doczekałem! :)
No właśnie dokładnie tak samo jak zwypaczono feminizm i tolerancję, tak zwypacza się w redakcji pewnej Gazetki pozostałe wspomniane pojęcia. nacjonalizm - każdy przejaw patriotyzmu, coś o włos od faszyzmu; demokracja - dawniej to się nazywało praworządność, państwo prawa czy coś, ale na pewno nie kontestowanie DEMOKRATYCZNIE wybranej władzy. Skądinąd kontestowanie zupełnie wolne, jak w każdym państwie prawa. :)
A tak w ogóle to miałem nadzieję, że refleksje będą mniej polityczne, a bardziej nawiązujące do tego co poruszone w załączonym teledysku (który warto odsłuchać, niekonieczne obejrzeć w całości) :)
Nie wiem jak można farbować ustalone definicje, typu nacjonalizm czy demokracja... One się nie zmieniły od czasów, gdy studiowałem, a nawet zaraz potem, gdy mieliśmy wybitną kloakalicję Kaczory-Lepper-Giertych. Dopiero teraz jakby coś się ruszyło w temacie :/
"Lewica" zbyt wojująca oczywiście robi z feminizmu i tolerancji coś, na co można się zrzygać, a nie popierać. To już inna sprawa.
A w farbowaniu rzeczywistości to lewica ma zdecydowanie wybitne zasługi: makabryczne zwypaczenie znaczenia słów takich jak demokracja, feminizm, nacjonalizm i tolerancja. A także próby nowych nazw starych świąt: Święto Rodziny/Gwiazdka/ Choinka (Boże Narodzenie), czy Zajączek/Święto Nadziei (Wielkanoc). ;p
Po tych wszystkich pomyjach sączonych na KRK to teraz powinieneś honorowo siedzieć w pracy, a zamiast słowa "święta" używać "dni ustawowo wolne". ;p ;)
Mors - Chanuka. A czemu pytacie? :) a na poważnie - skoro mam wpisane w kalendarzu "państwowym" jakieś święto to jest to nomenklatura oficjalna. A czy je obchodzę czy nie - inna sprawa. Darowanym dniom wolnym w metrykę się nie zagląda :)
Dariusz - zgodzę się z dualizmem Twoich stwierdzeń. Bo na przykład jeśli chodzi o alkohol to najpierw liczy się jakość, a w pewnym momencie już tylko ilość. I dostępność! :) Zdrowych! :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"