Glucik szklany
Tymczasem... Śniegu nie było, za to faktycznie drogi nie należały do tych z gatunku "lider bezpieczeństwa drogowego namawia - ruszaj". Gdy już się zwlekłem z łóżka (nałóg zobowiązuje) to najpierw postanowiłem zrobić kontrolną rundkę spacerkiem, pod pretekstem wyrzucenia śmieci. Organoleptycznie stwierdziłem, że jechać się pewnie da (byle unikać kostki, bo to cholerstwo było najbardziej śliskie), ale dopiero jak temperatura przekroczy "plus zero". Nie ma co ukrywać, że do takiego wniosku doszłem również dzięki magicznemu przyciąganiu przez pewien mebel służący najczęściej do spania :)
Gdy po jakimś czasie nastąpiło powstanie 2.0 była już jedna kreska na plusie, ale też grubo po dziewiątej, więc mając w perspektywie dzionek w robocie musiałem okroić swoją dzisiejszą jazdę do krótkiego, trzydziestokilometrowego gluta z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Komorniki, Plewiska i do domu. Jechałem bardzo ostrożnie, do tego crossem, więc wynik nie powala. Ale psychika dzięki temu została utrzymana w jako takim porządku.
Obyło się bez przygód, a nawet w wyjątkowej zgodzie z innymi na drogach. Dostałem kilka podziękowań za wpuszczenie innego użytkownika do ruchu, jak również uśmiechy za zapobiegliwe zatrzymanie przed przejściem dla pieszych. Ale nie ma tak pięknie - na ostatnim odcinku, podczas jazdy poboczem szeroką na maksa ulicą Głogowską na odcinku między Komornikami a Poznaniem, usłyszałem klakson, ten z tych agresywnych. Nie żeby to było coś zaskakującego w naszym kraju, ale zacząłem się mimowolnie zastanawiać o co szanownemu kierowcy chodziło. Czy wydawało mu się, że ta zwykła, choć wypasiona ulica jest jakimś przedłużeniem autostrady? Czy może ma jakieś problemy z żoną i chciał mi w ten sposób to pokazać? Czy zachwycił go widok mojego tyłka? Jak brzmi odpowiedź - nie wiem. Wiem za to jedno.
Był debilem.








