Dziś już dzionek bez możliwości komfortowego wyspania się. Życie chłoszcze :) Ruszyłem po ósmej rano przy temperaturze minus dwa. Co chyba wytłumaczyło zaskakujące pustki na zapełnionej latem ścieżce nad Wartą w kierunku na Starołęcką. Trzeba korzystać z większej przepustowości, bo majowe poranki będą zgoła odmienne. Tak strzelam :)
Wykręciłem na spokojnie jeden z "południowo-wschodnich klasyków", przez Starołęcką, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, nawrót na Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Wiry, Luboń i Poznań. Bez przygód, czysta nuda. Prócz niezdecydowanego wiatru, ale przecież to też nuda :)
Tym samym dobiłem do siedemnastu tysiaków. Jest to wynik gorszy niż w roku poprzednim, ale niewiele, poza tym starość nie radość :) W przyszłych latach więcej nie będzie, bo i tak już mi ciężko się zorganizować czasowo, ale póki mogę - kręcę. Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis pozbawiony głębszych przemyśleń, za to z tytułem po niemiecku :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"