Burakoholizm

Czwartek, 8 grudnia 2016 · Komentarze(8)
No i znowu przyszła wiosna tej zimy. W sumie fajnie, bo teoretycznie lepiej się przeciętnemu człowiekowi kręci przy pięciu stopniach na plusie niż na minusie, ale jak zwykle okazało się, że nie ma róży bez kolców. Czyli po ludzku - nie ma sympatycznej temperatury w grudniu bez wiatru. A konkretnie bez czegoś na kształt małej wichury.

Miałem spory dylemat jaki rower wybrać. Finalnie znów padło na crossa, bo jednak ciut stabilniej czuję się, gdy mam pod sobą coś, czemu bliżej do słonia niż do leciutkiej (choć i tak ciężkiej) szosy. W sumie decyzja dobra, ale przez to poruszanie się przez pierwszą połowę trasy (Dębiec-Luboń-Wiry-Komorniki-Konarzewo-Trzcielin) trwało jakiś miliard lat. Powiew praktycznie zatrzymywał mnie w miejscu, a w pewnym momencie odpuściłem sobie mocniejsze ciśnięcie na pedały, bo paradoksalnie wtedy jechałem jeszcze wolniej. Taka ciekawostka :)

W Konarzewie zaczęło mi dziwnie pachnieć. Zapach był, hmmm... Jakby go bezpiecznie opisać... O, to była woń oddechu dżentelmena proszącego pod Biedronką o jakieś "grosze" (w przybliżeniu pięć zeta). Zacząłem się w panice rozglądać czy może nie siedzi mi na kole jakiś tutejszy dziadek, zmotywowany promocją na taniego bełta. W sumie przy moich dzisiejszych osiągach byłoby to całkiem możliwe. Ale nie - plecy miałem "czyste". Odór zniknął, by pojawić się kawałek dalej, przed Trzcielinem. W tym momencie skojarzyłem go z opisywanymi już hałdami ziemniaków, które magiczne okazały się burakami. Nie wiem jakie procesy zaczęły w nich zachodzić, czy to jakaś fermentacja czy inne magiczne słowa zbliżone do gnicia, ale prawie upiłem się samym przejechaniem obok owych górek. Ciekawe ile bym wydmuchał w razie kontroli :)

Powrót przez Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę i Plewiska poszedł mi już ciut sprawniej, bo udało się odrobić średnią o całe trzy kilosy na godzinę, ale i tak głównie dostawałem wietrzne kuksańce z boku. Generalnie wyjazd uznaję za sympatyczny, głównie ze względu na to, że w przeciwieństwie do ostatnich dni podczas jazdy nie unosiła mi się z otworu gębowego mgiełka i nie wyglądałem jak parowóz.

Komentarze (8)

Morsie, za dużo widzę codziennie buraków w Polakach, żeby każdego brać za ziemniaka. Rozmawiam przecież też z ludźmi z innych części kraju niż WLKP. A nawet spoza PL :)

Trollking 22:51 piątek, 9 grudnia 2016

Ja wychodzę z założenia, że jak T-king widzi buraki, to są to kartofle, a jak kartofle - to są to buraki. ;)

mors 21:20 piątek, 9 grudnia 2016

Mors - coś szybko Waćpan zmieniasz zdanie :) ale nie, to te same kupki co na pamiętnych fotkach :)

Jurek - coraz bardziej zaczynają mi się podobać te warzywka. Jest w nich potencjał :)

Trollking 18:44 piątek, 9 grudnia 2016

Buraki cukrowe jak i kartofle to towar alkoholopędny ! :-)

Jurek57 14:05 piątek, 9 grudnia 2016

Tym razem to chyba naprawdę były kartofle. ;]

mors 23:16 czwartek, 8 grudnia 2016

Czas pokaże :)

lipciu71 21:11 czwartek, 8 grudnia 2016

Pomysł dobry. Ale musiałbyś mieć gwarancję, że to działo tak samo jak towar z monopolowego, bo inaczej będziesz odczuwać zimno normalnie :)

Trollking 17:11 czwartek, 8 grudnia 2016

W takim razie muszę się przenocować na takim buraczanym kopcu, a nie wydawać ciężką kasę w dziale monopolowym :)

lipciu71 15:59 czwartek, 8 grudnia 2016
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa chnaw

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]