Średnio atrakcyjna przygoda rowerowa pod tytułem "rześko 2016" trwa. Dziś minus jeden na blacie, przejmująco zimny wiatr, białe drzewa... No znam bardziej motywujące przypadki pogodowej aury. Ale samo się nie wyjeździ, więc mimo logistycznych problemów ze wstaniem w końcu ruszyłem, lekko po dziewiątej.
Wiało z południowego zachodu, co oznaczało trasę "kondomikową" od strony Lubonia, Łęczycy, Puszczykowa, Mosiny przez Dymaczewo, Łódź, Stęszew, Komorniki i do domu. W Puszczykowie trwa wciąż drzewna rzeź (drzeź?), a co za tym idzie musiałem ratować się znów objazdami. Gnojki wycinają nie tylko zieleń przy drodze, ale i sporo w lesie. I niech nikt mi nie mówi tu o bezpieczeństwie biednych kierowców, chyba że tych rozbijających się quadami.
Teraz nierowerowo. Miła niespodzianka mnie dziś czekała. W ubiegłym tygodniu pisałem o moim potencjalnie zawalonym jednym z korpozadań, który miał mnie kosztować i finansowo, i nerwowo, bo tłumaczenie się nie należy do moich ulubionych zabaw. A tu szok - okazało się, że pomimo, hmmm, alternatywnej drogi działania, mało standardowej, doceniono zaangażowanie i zachowania "na człowieka" a nie "na robota" i element został zaliczony, nawet z pochwałą. Tym samym zamiast być kilka stów w plecy będę do przodu. Cuda, cuda ogłaszają... :)
Komentarze (10)
Nie. Wolałbym, żeby kierowcy zachowywali się w tym kraju odpowiedzialnie i żebym nie musiał przed nimi uciekać. Wiem, zaraz napiszesz o nagłych, nieprzewidzianych wypadkach typu padaczka i zawały, ale to margines. Zresztą jak samochód będzie na mnie jechać centralnie to wolę schować się za drzewo niż nie mieć takiej potencjalnej ochrony :)
Poza tym pisałem, że chodzi mi głównie o mało sensowne jak na moje (poza zyskiem) wycinaniem połaci lasu już w jego głębi, nie przy drodze.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"