...a w sumie to "wiatrrrr!", ale mi na trasie literki poprzestawiał.
Dziś nie wiało. Dziś gnoiło, miażdżyło, masakrowało... W sumie nic nowego ostatnimi czasy i nie powinno dziwić, ale jakoś ciężko się przyzwyczaić i traktować to jako standard. No ale kopać się z koniem nie ma jak i w sumie nie ma sensu.
Jechałem znów crossem, bo szare niebo wskazywało na potencjalny deszcz. Który finalnie stał się jedynie chwilową mżawką, ale sam sobie gratulowałem decyzji wyboru czołgu, gdy na serwisówce przy S11 prawie wylądowałem na drugim pasie przy jednym z bocznych podmuchów. Kręcąc szosą znalazłbym się pewnie na "esce", i to kaskiem do asfaltu :) Dość powiedzieć, że gdy parę sekund wiało mi w plecy to po płaskim na crossowych gąsienicach rozkręciłem się do ponad 48 km/h, a z lekkiej górki do prawie 53... Natomiast "pierwszej połowy" wolę nie wspominać, bo nawet Legii jak widzę idzie lepiej z Realem niż mi z tą dmuchawicową mendą :)
Najpierw sam się skomentuję - wpis dodawałem przy kosmicznym na tamtejsze czasy wyniku 1:2. O finalnym nie marzyłem, bo ostatnio jestem na bakier z historiami sci-fi. A tu proszę... :)
Mors - tak, Kros grał po ciemnej stronie mocy (bo jestem za Barcą, więc grać w Realu to grzech). Ale Niemiec bez dwóch "S" już nie ma tej mocy :P
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"