Dziś bez zbędnego rozpisywania się, bo brak na to czasu, a i to, co wykręciłem nie zasługuje na dłuższą wzmiankę niż te kilka słów. W skrócie: znów powtórka z rozrywki, z tym, że chwila przerwy między opadami pojawiła się dopiero w okolicach godziny dziewiątej, a że w południe musiałem być w pracy to pozwoliłem sobie jedynie na krótkiego gluta crossem. W okolicznościach przyrody następujących: mżawka, zimno, z mocno świszczącym wiatrem jako towarzyszem. I to jeszcze z kierunków wschodnich, przez co co najmniej połowa dzisiejszej jazdy to miasto, ze Starołęcką jako gwiazdą programu. Po piątym kilometrze się poddałem, stwierdziłem, że olewam średnią i skupię się na utrzymaniu w pionie. Jedno i drugie się udało. Wróciłem co prawda z trasy przez Krzesiny, Jaryszki, zakręt nad S11 i po swoich śladach w całości, ale usyfiony i z wynikiem, który byłby powodem do ironicznych uśmiechów w każdym zakładzie geriatrycznym :)
Komentarze (6)
Tylko że morsom żadne plusy nie powinny przysłaniać minusów :)
Dwóch starców siedzi na ławce w parku. Jeden z nich puszcza bąka. Drugi się obrusza i poirytowany pyta co to jest ? Pierwszy odpowiada że to jesienny bąk. Co to znaczy jesienny bąk ? No wiesz ... taki z kasztanami .
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"