Pociągowe reminiscencje
Czasu miałem mało i rozpatrywałem wykonanie zaledwie gluta, ale mimo niewielkiej mżawki kręciło mi się wolno, choć przyzwoicie, więc udało się zaliczyć pełen zestaw na trasie Dębiec – Luboń – Wiry – Komorniki – Szreniawa – Chomęcice – Konarzewo – Trzcielin – Dopiewo – Palędzie – Dąbrówka – Plewiska – Poznań. Jako że się spieszyłem to trafiłem na promocję – trzy na cztery możliwe przejazdy kolejowe były zamknięte. Mimo wszystko się wyrobiłem i o czasie wróciłem do domu, by wyruszyć na pociąg…
...który już na starcie był opóźniony prawie czterdzieści minut. Do tego doszła zmiana lokomotywy w Poznaniu, nieplanowany postój w Luboniu… Pełen zestaw atrakcji, do których InterCity przyzwyczaiło swoich klientów. Aktualnie dokonuję wpisu w przedziale (na szczęście sześcioosobowym), w którym prócz Żony towarzyszy mi parka Hiszpanów, którzy zasnęli sekundę po tym jak usiedli, jeden chrapiący rodak oraz pani 60+, która sapie z powodu spóźnienia głośniej niż parowóz, który jeszcze niedawno regularnie jeździł po Wielkopolsce.
- No ale powiedzcie państwo, jak tak można się spóźnić! Już powinniśmy być w połowie drogi!
Dwie minuty później:
- Noooo, wolniej się nie da? Całą drogę będzie się tak wlókł?
Minutę później:
- Skandal, naprawdę. Ja wiem, że remontują, ale po co znów zwalnia?
I tak cały czas, ale chwilowo jest cisza – musiałem zabawić się w adwokata diabła i wytłumaczyć, że w sytuacji gdy remontowana jest trasa Poznań – Czempiń po prostu szybciej się nie da. Sapanie zamieniło się w dogłębną analizę.
I jeszcze komunikat z głośników:
- Szanowni podróżni, przypominamy, że w całym składzie pociągu obowiązuje całkowity zakaz palenia wyrobów tytoniowych oraz e-papierosów.
- Ha, czyli marihuanę można! - okrzyk z przedziału obok.
Jeśli pogoda pozwoli (czyli pewnie nie pozwoli) na rower wrócę we wtorek. Miłego weekendu!








