Spotkanie przy huraganie ;)
Gdy otworzyłem oczy nastąpiło małe deja vu z wczoraj. Znów wiatr wyginał drzewa, znów z kierunków północnych, choć zgodnie z prognozami tym razem z tylko zachodniej strony. Co okazało się jak zwykle ściemą, do czego nawiążę jeszcze raz, tylko że kawałek dalej. Różnice były dwie istotne - poniedziałek przywitał mnie niebieskim niebem, wtorek - chmurami, które co chwilę walczyły o dominację z kawałkami błękitu. A w domyśle było nieuniknione - deszcz. Drugim novum była temperatura - pierwszy tydzień października i wyjazd przy siedmiu na plusie, które dwie godziny później wzrosły o całe dwie kreski - no no, globalne ocieplenie pełną gębą :)
Ruszyłem pod wiatr, najpierw do Plewisk, potem Skórzewo, Wysogotowo, Sierosław, Więckowice, gdzie przez chwilę poczułem, że poruszam się do przodu, a nie stoję w miejscu. Cudowna sprawa, ze trzy kilometry rozkoszy :) W Dopiewie optymistycznie postanowiłem utrzymać trend, ale... znów zaczęło wiać mi w pysk. Nawet mnie to nie zdziwiło... Znów w pozycji embrionalno-przyłańcuchowej dotarłem do Palędzia, gdzie za zakrętem usłyszałem klakson, z gatunku tych sympatycznych, a po chwili zauważyłem, że jego autorem jest siedzący za kierownicą Jurek57. Pomachaliśmy sobie, wykonałem samobójczy manewr nawrotu przed sznureczkiem puszek jadących za mną i po chwili gawędziliśmy sobie już z Jurkiem na poboczu, ugadując głównie jedną Niezwykle Istotną Kwestię :) Gadało się miło, ale w samo południe musiałem być w pracy, a J57 w domu, więc trzeba się było rozjechać. Na pożegnanie wziąłem jeszcze Jurka za świadka, pokazując na łopoczącej nad nami fladze, że autentycznie znów będę kręcił pod wiatr. Tym samym do teorii o zamachu w Smoleńsku doszła nowa, tylko że tę akurat ktoś jest w stanie potwierdzić :)
Końcóweczka to kurs przez Dąbrówkę, serwisówkę przy S11, znów Plewiska. Niebo robiło się z minuty na minutę coraz bardziej ciemne, pod domem nie było już na nim kawałka błękitu, a gdy jechałem do pracy już lało. Poniżej widok z cyklu "którędy na Mordor?".

Średnia... taaaa... średnia... hm.. pomińmy ten temat. Cud, że w ogóle dojechałem do domu :)








