Od kilku lat mam ambicję odnalezienia jakiegokolwiek wariantu drogi z południa na północ Poznania, który pozwoliłby mi po pierwsze na choć w przybliżeniu płynny przejazd, a po drugie na niezanieczyszczanie przestrzeni publicznej słowami powszechnie uznawanymi za nieprzystające kulturalnemu rowerzyście. Jakby takowy akurat mnie gdziekolwiek mijał :)
Niestety - poddaję się. Jest to mission impossible, rzecz niewykonalna, nawet w wakacje, Dziś, wybierając wersję przez Górczyn, Bułgarską, Polską i Wawrzyńca, skąd już klasyczną trasą przez Golęcin wyjechałem na Koszalińską, jak zwykle stałem na światłach, w korkach, kretyńskich wysepkach pomiędzy przejazdami i w tysiącu innych upierdliwych elementach miejskiego życia. No nie ma mocnych.
Udało mi się odżyć dopiero za Strzeszynkiem, bo droga na Rokietnicę przez Kiekrz i Starzyny to aktualnie miodzio. Potem, po skręcie na Napachanie, Rogierówko i ponownie Kiekrz, też szło (jechało) nieźle, aż do granic trójkąta Baranowo-Przeźmierowo-Poznań, które jak zwykle było miksem cieniutkiej infrastruktury z cieniutkimi umiejętnościami kierowców, przez co stałem tam, gdzie powinienem jechać. Na finisz wybrałem sobie więc lekkie wydłużenie trasy kawałkiem na Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska. Wyszło przez to dziesięć kilometrów więcej, ale na to się w końcu obrażać nie mam zamiaru, bo nadbudowa rzecz ważna :) Niestety nie udało mi się odrobić średniej. Cóż, samobójstwa z tego powodu dziś wyjątkowo nie popełnię. Za to znów poszło kilka fajnych podjazdów.
Komentarze (5)
Bo korki trzeba omijać, a nie w nich przesiadywać. To nie kawiarnia, to miejski zapierdol :)
Dzięki :) pisałem z tabletu z dołączoną klawiaturą, która ma pomieszane "," z ".". Myślałem, że poprawiłem już wszystkie buble, ale zapomniałem o końcówce.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"