Przed wyjazdem na
mentalną rzeź (Polacy + morze + lato) udało się jeszcze wstać
lekko po piątej (!) rano i wykonać krótkiego gluta szosą.
Dłuższego dystansu nie chciałem sobie fundować, bo znając życie
na trzydziestym kilometrze pękła by mi dętka lub odpadła
kierownica i z ustalonego terminu odjazdu pozostałby… inny termin.
Celem było się nie
spocić i to się nawet udało. Całość traski z Dębca przez
Plewiska, serwisówkę przy S-11, Dąbrówkę, Palędzie, Gołuski i
ponownie Plewiska wykonałem tempem emeryckim. Ale za to wrażenia
przy wyjeździe w niedzielę bladym świtem są genialne – zapach
powietrza jak na koloniach w dzieciństwie (i nie chodzi tu o okolice
latryny), niewysokie mgły snujące się nad polami, a przede
wszystkim – puste drogi. Oj, gdybym nie był takim śpiochem to
chętnie bym tak sobie częściej kręcił. Ale niestety – siła
wyższa :)
Komentarze (4)
Jurek - mając taką perspektywę byłbym za emeryturą w wieku 20+ :)
Remik - ja też nie uwierzyłem, ale budzik był bardzo silnej wiary :)
Masz czego zazdrościć ... ? Ja na ten przykład kręcę (kierownicą) 6 dni w tygodniu od 30:30 i jedyne co mnie tam jeszcze trzyma to wschód słońca na żywo ! :-) Jest wakat !Chętny ? ;-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"