PoSępnie
O słuszności tego wyboru przekonałem się już chwilę po ruszeniu, bo pewnie pierwszy podmuch zawinąłby mną i szosówką tak, że do zdejmowania mojej niezbyt puszystej sylwetki z najbliższego komina trzeba by było zatrudnić aspirantów ze straży pożarnej. Co prawda nie mieliby daleko, bo takowa szkoła znajduje się jakieś 500 metrów od mojego domu, ale po co chłopaki miałyby się fatygować? :)
Powoli, ciężko parłem przed siebie. Chciałem posłuchać audiobooka, ale nic z tego - zamiast akcji miałem w uszach jedno wielkie "wiuuu"... Na Opolskiej kątem oka zauważyłem, że usiadł mi na kole jakiś szoszon. No spoko, nie bronię. Tylko że mijały kolejne kilometry, a on wciąż łaskawie raczył bohatersko bronić moich pleców, ani myśląc dawać jakiekolwiek zmiany. Nie wiem czy ja mam taki atrakcyjny tyłek czy po prostu traktował mnie na jako substytut czołgu chroniącego przed wiatrem, jednak nawet przy tej drugiej wersji dziwię się, że mając szybszy sprzęt zadowalał się tymi moimi marnymi 25-26 km/h. Rozumiem, gdybym to ja kręcił szosą, a on czymś innym, wtedy sytuacja byłaby jasna, ale w takim układzie? Kocham, po prostu kocham weekendowców. Sępa pozbyłem się na około trzynastym kilometrze, po minięciu Lubonia i Wirów, na skrzyżowaniu w Komornikach, gdzie zdecydował się w końcu na zmianę kierunku, szukając pewnie nowej rowerowej padliny do "wspólnej" jazdy. Szerokiej drogi.
Im byłem dalej w trasie tym bardziej Urwiszon się rozkręcał. Momentami mój maks to było 20 km/h, a co najgorsze nawet po zmianie kierunku za Trzcielinem i Dopiewem postanowił robić mi pod górkę. Wiem, że nikt nie uwierzy, ale wciąż wiał - w najbardziej przyjaznej wersji - z boku... Nawet z pojedynczych hopek nie miałem jak się rozpędzić. Finalnie, po przebrnięciu przez Palędzie, Dąbrówkę i Plewiska udało mi się dotrzeć do domu. Wymęczyłem się jak na ostrym górskim wyjeździe - pełne pięć dych musiałem pedałować non stop, żeby w ogóle poruszać się do przodu. Wynik - masakra. A korciło - zostać w domu :)
Mój dzisiejszy motywator - nowa płyta emerytów z In Extremo.








