Glut 2/2 - serwisowy
Jechałem wolno, więc miałem czas zabawić się w miłosiernego samarytanina. A to przepuściłem TIR-a, pokazując że może wyprzedzać, ja zjadę (dostałem podziękowania, to zawsze cieszy), a to zapalając led-a na kierownicy dawałem znać, że brak jest zapalonych świateł w puszkach z naprzeciwka.... Zresztą z tym ostatnim był dziś chyba jakiś ogólnopolski trend, bo przed Mosiną zamrugałem trzem samochodom pod rząd.
W końcu dotarłem do serwisu, specjalnie trochę później niż obiecałem, żeby kolega na spokojnie wchłonął kawkę. Sklep/serwis troszkę się przerzedził względem wczorajszej foty, ale wciąż jeszcze było tego sporo. Między innymi składany był bicykl jednego ze stałych klientów, który zaliczył glebę na zakręcie przy prędkości 70 km/h. Sam on się zresztą pojawił na chwilę, opisując dosadnie całą sytuację. Wnioski wizualne wyniosłem takie, że z mając do wyboru skasowanie płotu albo przeoranie bokiem asfaltu warto wybrać to drugie, bo rany się szybciej goją :)
Wymiana szprychy poszła sprawnie, niestety wstępne obserwacje potwierdziły to, czego się obawiałem. Po trzech latach i jakichś plus minus 40 tysiącach kilometrów koło ledwo zipie, miejmy nadzieję, że jeszcze trochę wytrzyma. Dziś nie miałem już czasu wybrać i zamówić czegoś konkretnego w zamian, ale będę musiał się tym zająć. Jest jeden pozytyw - podobno piasta trzyma się bardzo ładnie, więc z koła po ponownym zapleceniu jeszcze może coś być. Oby.
Jak zwykle podziękowałem za mega szybką i profesjonalną pomoc serwisowi nad serwisami z Mosiny. Eh, jak szkoda, że chłopaki wynieśli się przez te cholerne remonty z Dębca :/ Miałbym tak jak kiedyś nieocenioną pomoc prawie pod oknem, a nie 30 kilosów w tę w i z powrotem.
Wracając - już trochę szybciej, ale i tak nie nadrobiłem etapu ślimaczego - wstąpiłem jeszcze w Luboniu do oddziału mojego kołchozu po sprzęt, a potem już w pośpiechu ogarnąłem się i do roboty. W sumie z tego dziwnego dnia wyszło łącznie ponad 63 kilometrów. A że dwoma rowerami? Taka schizofrenia mi nie przeszkadza :)








