Ech :/
...gdy już cieszyłem się, że w końcu pożegnam się z tym cholernym, napieprzającym i paskudnym wmorderwindem, na zakręcie przy tamtejszym kościele (nomen omen - chyba jednym z najbrzydszych na świecie) usłyszałem z tyłu roweru TEN dźwięk, po czym koło przestało się kręcić. Lekko odwykłem od takich przygód, przestraszyłem się więc, że poszło coś w przerzutce, ale "na szczęście" okazało się, że to "jedynie" szprycha... Poluzowałem hamulec i ruszyłem ostrożnie przed siebie, skrzętnie omijając wszelkie dziury, studzienki, a nade wszystko DDR-ki.
Na trasie wpadłem na pomysł czy może nie skręcić od razu do Mosiny, gdzie miałem największą szansę na szybką wymianę szprychy i centrowanie, ale zapobiegawczo jeszcze zadzwoniłem zapytać czy w ogóle jest opcja. Uzyskałem odpowiedź: stary, sorry, naprawdę nie dam dziś rady, jestem sam, a na jutro mam tonę rowerów do zrobienia. Zrozumiałem, bo wiem jak ostatnio wygląda boom w temacie w całej Wielkopolsce, zresztą po powrocie zerknąłem na fotkę z ichniejszego fejsa wraz z opisem, którą pozwalam sobie skopiować :)

"Jeśli ktoś z was chciałby wpaść do nas na serwis jeszcze w tym tygodniu, to zapraszamy w przyszłym :)"
Wstępnie ugadałem się na jutro rano. Jakoś może uda mi się dopchać ten mój szajs. Dwie szprychy z koła wymieniałem jakiś rok temu, to, że przy takim stopniu eksploatacji w końcu poszła kolejna wydaje mi się całkiem logiczne. Jak się uda jutro wyrobić to chyba od razu zamówię jakieś nowe koła, ale koniecznie z taką ilością szprych jak teraz. Czyli dużą. Bo gdyby było ich tyle, ile w bardziej prestiżowych modelach to z powodu tarcia o ramę pewnie w tej chwili szedłbym jeszcze z rowerem na plecach.
Ech, pecha mam ostatnio, nie ma co.








