Po południu przed południem
Ufff..... ale wymodziłem zdanie :)
W skrócie chodziło mi o to, że jeździ się do dupy, bo remont na remoncie. O, będzie czytelniej :)
Udało się jednak wymyślić całkiem sprawną trasę - z Dębca przez Luboń, gdzie oczywiście stanąłem na zamkniętym przejeździe kolejowym, przez Mosinę, gdzie oczywiście stanąłem na zamkniętym przejeździe kolejowym, do Baranowa, w którym zaczęło być zielono i uroczo, choć kosztem fatalnego stanu nawierzchni na leśnym łączniku do Żabna.

Nawrót został poszerzony o objazd przez Krosno remontu w Mosinie, gdzie oczywiście NIE zatrzymał mnie zamknięty przejazd kolejowy, bo szlabanów tam nie zamontowano, licząc, zupełnie nie po polsku, na ludzką odpowiedzialność. Potem koszmarnym czymś o miliardzie zakręcików nazwanych DDR-ką do Krosinka, znów Mosina i powrót klasyczny, przez Puszczykowo oraz Luboń.
Dwie ciekawostki: na ścieżce w Łęczycy w końcu zamieniono permanentnie świecącą na czerwono sygnalizację dla rowerzystów na zieloną. Już nie trzeba się zatrzymywać bez sensu na skrzyżowaniu, przez które przejeżdża może z dziesięć samochodów. Rocznie. Nie żebym ja osobiście się kiedykolwiek tam zatrzymał, ale na pewno kilka osób w historii to zrobiło :) Grunt, że po jakichś ośmiu latach istnienia tej drogi się doczekałem, ktoś pomyślał i zmienia się na lepsze. Brawo.
Ciekawostka druga, ostatnia. W Puszczykowie wbił mi się przed koła tak, że musiałem ostro hamować, dostawczak wyjeżdżający z podporządkowanej z mojej lewej strony. Ewidentnie się zagapił, mi się wymsknęło głośno to, co najczęściej się z ust wymyka, ale byłem w szoku, bo kierowca specjalnie zwolnił, poczekał aż wyprzedzę go z prawej i... przeprosił, dopiero potem ruszając dalej. Czyżby magia mojego ulubionego Puszczykowa? Czy po prostu zaczyna się kulturka i idzie ku lepszemu? Oby. A kierowca otrzymał ode mnie kciuk w górę i rozstaliśmy się z uśmiechem. Można? Można.








