Temperatura wciąż sympatyczna. W związku z tym oczywiście wiatr wciąż niesympatyczny, i to bardzo, fragmentami upierdliwy jak standardowa teściowa przy niedzielnym obiedzie. Straciłem przez niego dziś sporo chęci do jazdy, a i średnia nie taka, na jaką bym liczył. No ale czego się spodziewać od gnoja, który jak tylko się zorientował na drodze technicznej przy S-11, że idę na swój rekord na tym odcinku to po 500 metrach naprawił swój błąd polegający na pomaganiu mi i zaczął duć w pysk ze zdwojoną siłą?
Wykręciłem przed pracą standardzik przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Dąbrówkę i Plewiska do Poznania. Skoro już średnią miałem po pierwszej połowie jazdy pogrzebaną to postanowiłem trochę powęszyć po okolicach wsi Palędzie. Wyczytałem bowiem jakiś czas temu w komentarzu pod którymś wpisem Morsa informację zamieszczoną przez naszą żywą skarbnicę wielkopolskiej wiedzy :), czyli Jurka, że na początku lat dziewięćdziesiątych rozbił się w tych okolicach na polu MiG-21, centralnie wbijając się w ziemię. O całej katastrofie niewiele można znaleźć, poza faktem, że 27-letni pilot prawdopodobnie źle zinterpretował błędny odczyt sztucznego horyzontu i lecąc do góry nogami po usłyszeniu komunikatu wznoszenia uderzył grzbietem myśliwca o pole, ginąc na miejscu. Jeździłem tamtędy już setki razy, ale dopiero po dowiedzeniu się, że istnieje jakiś pomnik upamiętniający to wydarzenie skojarzyłem z nim leżący przy drodze głaz z tablicą. A skoro już byłem gdzie byłem to postanowiłem uwiecznić jeszcze położony jakieś 100 metrów dalej pomnik ku czci ojca Mariana Żelazka. Jak pewnie wiadomo moje zdanie na temat sukienkowych jest dość klarowne, jednak mam szacunek dla tych, którzy swą wiarę pokazują każdym czynem innym od liczenia zysków z tacy. A ten akurat jegomość, po przesiedzeniu pięciu lat w Dachau, resztę życia poświęcił na pomoc trędowatym w Indiach. Był nawet oficjalnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Proszę, ile ciekawostek można znaleźć nawet na największych zadupiach, takich jak Palędzie :)
Kuzynka jest po politologii :) więc sam widzisz, kto rządzi oświatą i nauką... ;p
U mnie przedwojenny lokalny masoński mistrz miał posesję sąsiadującą z kościołem. ;] Po wojnie budynek ten zasiedlili najbardziej pobożni i prawi ludzie w parafii :) i dopiero kilka lat temu ktoś im zwrócił uwagę (jakimś cudem ja tego nigdy nie zauważyłem), że mają na murze płaskorzeźby kielni i węgielnicy xD od tamtej pory jaśnieje tam Najświętsza Panienka. :)
Proponuję coś z kofeiną, będziesz szybciej myślał. ;) Chociaż o północy to ja już też zaczynam wolno myśleć. ;))
PS. kuzynka opowiadała mi o dziadku jej męża (Anglicy) że jest pastorem anglikańskim i "mejsonem". Nie zaskoczyłem, wszak rozmawialiśmy po polsku, a w polszczyźnie takiego słowa nie ma. Na co Ona, że po polsku to by było pewnie "mason", ale u nas czegoś takiego nie ma... xD
Tego się obawiałem. ;] Nie mam zdrowia na dogłębną analizę, ale chociażby te 2 konkrety, które Cię odrzucają od lewicy wprost w ramiona JKM :) - stosunek do terro-imigrantów (tudzież innych nieciekawych nacji) - stosunek do feminizmu
A w kwestiach wyznaniowych to też widzę okolice Korwina. ;p
Ok. Skoro tak to wypunktuj mi proszę moje poglądy bardziej na "nielewicowość", skoro jestem tak bardzo JKM. Bo ja jestem za: - interwencjonizmem państwowym (byle rozsądnym); - podatkiem progresywnym; - ateizacją/rozdziałem kościołów od państwa; - in vitro; - aborcją, choć faktycznie w rozsądnie rozumianych przypadkach (nie "ot tak, bo impreza była, ups"); - eutanazją w najcięższych przypadkach; - wolnością wyznania; - legalizacją związków partnerskich (niech będą i homo, nie moja sprawa. Mi to nie grozi, a że śmieszy to inna sprawa. Ma prawo, tak jak i oni do uczuć); - patriotyzmem... hmm.... lokalnym - tak. Ten ogólny jakoś płynie daleko od mego serca.
itp.... itd...
Teraz czekam na wspólne mianowniki z Koorwinem :)
Mam swoje zdanie na wszystko, fakt. Ale w dzisiejszych czasach wolę być dumnym lewicowcem ciut nad wyrost niż modnym prawicowcem, bo tak trzeba. A chyba taki mamy teraz klimat w PL :)
No dobra, teraz sobie przypomniałem co komentowałem. Wybacz, ale wczoraj po kilku konwersacjach z bydłem, przepraszam, ludźmi (co by bydła nie obrażać), byłem już mało kumaty :)
Na pewno zaistniałeś. Te miliardy miliardów czytających mojego bloga, od Bangladeszu po Arktykę, teraz pewnie szukają w necie, zraz po "Brexit" oraz "co to UE" wyrażenia "OSP w Palędziu" :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"