Brutal reality
Po ostatnim defekcie nabyłem na szybko jakąś tanią oponkę do szosy i w końcu miałem okazję ją przetestować. Jakie wrażenia? Nie mam pojęcia, bo miast na niej musiałem skupić się na utrzymywaniu równowagi, gdyż wiało tak, że wspominałem ostatnie wjazdy pod góry w Sudetach jako sympatyczny i relaksacyjny odpoczynek. Dość powiedzieć, że w połowie trasy miałem średnią o wielkości 25,7 km/h. Rowerem szosowym! Wstyd i hańba!
Zrobiłem kurs na wschód, przez Starołęcką (taaaa, wybitnie za nią tęskniłem), Krzesiny, Jaryszki, Gądki, Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, znów Krzesiny i znów Starołęcką (bo tęsknota wciąż wzbierała). Na rondzie w Gądkach przy Rabenie postanowiłem sprawdzić co się stanie gdy skręcę w prawo wzdłuż S-11, bo niedawno tam skierował się jakiś mój przypadkowy towarzysz jazdy na kołach terenowych o rozmiarze 29 cali. Miałem bowiem nadzieję, że wynajdę jakąś objazdówkę wobec paskudnego asfaltu w Robakowie. Po półtorej kilometra musiałem cofnąć się jak niepyszny, bo wylądowałem pod wiaduktem, a do wyboru miałem: torowisko kolejowe bez przejazdu lub szczere pole. Wniosek - nie ufaj ludziom z kołami 29'' :)
Parno, gorąco, przedburzowo. Nie dla mnie klimacik. I tym również tłumaczę sobie paskudnie beznadziejną średnią.








