Wstępnie planowane było na dziś niedługie kręcenie w dwuosobowym peletonie, ale Dariusz długo przegrywał z budzikiem, a jak już doprowadził do remisu i odebrał telefon to trzeba było owe plany przełożyć na przyszłość, bo było według mojej strefy czasowej za późno. Mimo wolnego dnia miałem dziś bowiem niewiele czasu, gdyż czekała mnie jeszcze wizyta u rzecznika praw konsumenta i kilka mniej ważnych rzeczy na mieście do załatwienia. Szkoda, ale pewnie co się odwlecze to się wyjeździ :)
Około 10:30 obrałem kurs na wymyśloną na szybko opcję rezerwową, czyli pod północno-wschodni wiatr: przez centrum, Maltę, Antoninek, Swarzędz, Paczkowo, gdzie skręciłem na Siekierki, Gowarzewo, Tulce, Krzesiny, a wyjechałem na Starołęckiej. Kształt trasy jest wybitnie polski i uskuteczniany przeze mnie wielokrotnie, ale wklejam mapkę jeszcze raz, może zapunktuję w końcu u jakiegoś polityka z opcji nam miłościwie panującej, tak na wszelki wypadek, jakby już po mnie jechali za poprzednie wpisy. Przed sądem będzie na moją korzyść :)
W Swarzędzu - pochwalę, bo mi się rzadko zdarza - dostałem podziękowania światłami od kierowcy autobusu za zwolnienie i pozwolenie na płynne wyjechanie z zatoczki. Co zawodowiec to zawodowiec. A pod koniec trasy w końcu rozejrzałem się na boki i przyuważyłem dość oryginalną, choć mało przyszłościową nazwę ogródków działkowych. Trzeba jednak przyznać, że prezentują się one godniej niż polska reprezentacja podczas wspomnianej imprezy :)
Komentarze (7)
O dziwo ma to sens, bo w tych okolicach ostatnio coś się buduje i zalegają wielkie góry piachu :) a co do samej mapki to na Dębcu jest na przykład Worek Turoszowski z Bogatynią, o to się postarałem, ale Helu jeszcze mi się nie udało skonstruować :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"