Zimno, wietrznie, deszczowo. Wiosna przyszła! Cud, że w ogóle dziś cokolwiek pokręciłem, bo do godziny dziesiątej nic na to nie wskazywało - za oknem mokro i nieprzyjaźnie. W końcu jednak na chwilę odpuściło, ja chcąc wykorzystać okazję na choć symbolicznego gluta postanowiłem użyć jedną z zaległych nadgodzin i poinformowałem, że wjadę dziś do swojego kołchozu (bo mam dzień roboczy, w końcu jest niedziela) ciut później.
Wiało z północy, co oznaczało, że całą trasę przejadę miastem. Jupi. Na szczęście cross, którego odkopałem ma to do siebie, że wszelkiej maści DDR-ki są na nim jedynie wnerwiające, a nie w.... noo, nie jeszcze bardziej wnerwiające :) Po wyjechaniu z Dębca skierowałem się na Górczyn, stamtąd Bułgarską dotarłem do Bukowskiej, Ławicy, a zakręciłem do domu w Wysogotowie, zaliczając jeszcze Skórzewo oraz Plewiska. Nawet się specjalnie nie uwaliłem, bo zaczynało wysychać, do momentu, gdy wrócił - słaby bo słaby, ale jednak - deszczyk. Grunt, że glut zrobiony, w domu szybkie ogarnięcie i azymut na spędzenie kilku upojnych godzin ze zdaniem-klucz: "bo ja mam taki problem". Póki co inny temat, który dawałby mi kasę, nie wystąpił. Jupi cz.2.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"