Spojrzałem sobie dziś z ciekawości w statystyki i okazało się, że pyknąłem już w tym roku ponad 4200 kilosów. No proszę, jak ten czas na grzybkach leci. Póki mogę to korzystam, bo pogoda mimo że jeszcze idealna nie jest to swoje wykręcić mi pozwala. I oby tak było dalej.
Bliski dziś byłem nawet pochwalenia wiatru, bo początkowo wydawało się, że odpuścił sobie kierunkowego PMS-a, ale dobrze, że się wstrzymałem. Finalnie stwierdzam, że wiał klasycznie - w pysk, w pysk, a czasem w pysk. Choć nie aż tak silnie, jednak skutecznie uwalił mi średnią, podobnie jak korki w Luboniu oraz Plewiskach. Bo właśnie te miejscowości nawiedziłem na początku i pod koniec trasy, która w środku zawierała jeszcze Wiry, Komorniki, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo oraz Dąbrówkę.
W Poznaniu rozpoczął się Pyrkon. Do naturalnych zombie krążących codziennie po galeriach handlowych dołączyły te stylizowane, widziane od dziś pod Targami :)
Komentarze (3)
Dariusz - ja tam ich lubię. Ciężko odróżnić od mieszkańców niektórych dzielnic Poznania albo uchodźców, ale przynajmniej stać ich na bilet wstępu :)
Mors - dziękuję :) ale wierz mi, moje średnie to naprawdę dolne granice przeciętności. Wiatr traktuję tylko jako wytłumaczenie swoich ułomności, choć przyznam - raz przejechać te moje pięć dych i zobaczyć jak to jest - nęcące!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"